Perversity „Ablaze”

Wydawca: Lavadome Productions

Czesi mają skażoną wódkę, a Słowacy chyba nie. Za to mają Perversity – death metalowy zespół, po którym nie stracicie życia czy wzroku, a co najwyżej słuch.

Ablaze”, bo tak zatytułowali oni swój trzeci krążek, przynosi nam dziesięć brutalnych death metalowych numerów. Ale nie jest to typowa rąbanka spod znaku świni i nieskończonych blastów, bowiem Słowacy inkorporowali do swoich kompozycji trochę staroszkolnego death metalu rodem z Tampy. Czyli możemy tutaj usłyszeć niemało wtrętów a’la Obituary czy Morbid Angel. Co mnie cieszy, bo zdecydowanie wolę taką odmianę deciora. Co dodatkowo mnie cieszy, to fakt, iż u Perversity w ogóle nie ma świniaków, brutalność przekłada się natomiast raczej na intensywność przekazu, nie na możliwie największe zmaksymalizowanie szybkości uderzeń w werbel, ani na jak najbardziej skomplikowane riffowanie. Z drugiej strony, nie mogę powiedzieć, że ten album rzuca mnie na kolana jak napalony klient dziwkę, nie mogę też przypomnieć sobie z niego ani kawałka po zakończonej sesji odsłuchiwania. Wydaje mi się, że to po prostu kolejna „płyta, która jest”. Chwilkę Was pomagluje i tyle, odejdzie w niepamięć, jak przygodny stosunek po pijaku. I nawet perwersji wiele tu nie ma.

Death metalowego podziemia Słowacy raczej nie zawojują, niestety. Działają już kilkanaście lat, więc podejrzewam, że jeśli mieliby coś osiągnąć, już by to nastąpiło. A tak, pograli sobie i tyle. Złe to może i nie jest, ale nic poza tym.

Ocena: 6,5/10

Tracklist:

1. Reach of Hell
2. Behind the Diabolical
3. Merciless Messiah
4. Hailing the Thieves of Souls
5. Devoted to Perdition
6. Necrophiliac Beast
7. The Banished
8. Vzplanutie
9. Palace of Skin
10. Blood of Hastur
Autor

11176 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *