Zeszło chłopakom z podesłaniem tej EPki do nas, bo liczy sobie już ponad rok. Ale cóż – zrecenzujemy, co mamy nie zrecenzować. Zwłaszcza że zespół z niedługim stażem, więc pewnie głody wszelkiego rodzaju opinii.

Parh to kapela z Płocka, coś ostatnio mam szczęście do tego miasta. Mało tego – dwóch z trzech muzyków Parh udziela się też w Concatenation, a ostatnio coś nie mieli do mnie szczęścia, jak na złość. Ale powiem Wam, że Parh bardziej mi się podoba. To też jest death metal, ale zgoła innego sortu, jakby gorszego, hehe – brudny, zalatujący szwedzizną, ze sludge’owo/crustowymi naleciałościami i surową produkcją. Już na pierwszy rzut ucha słychać, że całość brzmi jakby powstawała w piwnicy, w której świeci się tylko jedna, nieosłonięta żarówka, a reszta światła wpada przez maleńkie, ujebane okienko. No, brzydka jest ta muzyka, brzydka jest nazwa tego zespołu, okładka też do najprzyjemniejszych nie należy. Cztery numery mają coś w sobie, może nie wszystkie są jakieś bardzo zajebiste, ale na przykład słuchając takiego „Kvlt of Fear” mam ochotę coś rozpierdolić. Więc źle nie jest.

No, Parh sprokurował niezły materiał. Osobiście jestem ciekaw jak się im to potoczy – śledzić wręcz zamierzam. Sprawdźcie.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Hebephrenic Psychosis
2. Jerusalem Syndrome
3. Epileptic Creations
4. Kvlt of Fear