Wydawca: Grau Records

Nie wiem czy zainteresowałbym się tą płytą gdyby nie okładka… Ta zajebista grafika przyciągnęła moją uwagę i zachęciła to posłuchania najnowszego wydawnictwa Pantheist zatytułowanego – jakże oryginalnie – „Pantheist”.

I nie zawiodłem się, bo zarówno w warstwie wizualnej jak i muzycznej płyta naprawdę daje rade. Krążek ten zawiera siedem numerów przenoszących nas w świat funeral doom metalu najwyższej klasy i nieco odbiegającego od ogólnej konwencji tego gatunku. Generalnie jak ktoś pomyśli sobie doom metal to przed oczami (a raczej przed uszami) ma mozolnie przelewający się strumień smolistych i gęstych dźwięków wolno wdzierających się do głowy i równie wolno się z niej wydostających. I wszystko to jest na tej płycie, z tym że w przypadku muzyki Pantheist mamy odczynienia z bardziej przestrzennym doom metalem. Myślę, że to za sprawą przede wszystkim wokali (genialne, hipnotyzujące i nieco wycofane) oraz klawiszowych pasaży w tle, które sprawiają, iż muzyka, że tak się wyrażę, płynie… I można z nią faktycznie odpłynąć i to bez pomagania sobie śmiesznymi tabletkami i wesołymi ziółkami. Kawał naprawdę doskonałego klimatycznego grania. Nie można się oderwać od tej płyty, nawet po wyłączeniu w głowie nadal pobrzmiewają dźwięki czy motywy na niej zawarte. Ja jestem kupiony tą muzyką! Kapitalny doom metal!

Długo myślałem nad oceną – czy dać maksymalną notę czy nie. Ale zrezygnowałem, bo nie jest to arcydzieło. Nie mniej jednak, jeśli chodzi o funeral doom to „Pantheist” jest prawdziwą perełką.


Ocena: 9/10


Tracklist:
1. One of These Funerals
2. Broken Statue
3. The Storm
4. Be Here
5. 4:59
6. Brighter Days
7. Live Through Me