Wydawca: Werewolf Promotion / Sinister Stench Productions / Equinox Discos

Drugi krążek brytyjskiego Pale Mist to kolejna z płyt podesłanych mi dawno temu do recenzji przez Werewolf Promotions. Jak widać, powoli, ale jednak wywiązuję się z zadania. Przyjrzyjmy się więc bliżej temu jednosobowemu hordu.

Trzy rzeczy powinny mnie odstraszyć na dzień dobry. Po pierwsze, że Pale Mist tworzy tylko jedna osoba. Po drugie – fakt, że jego muzykę określa się jako samobójczy black metal. A o trzeciej zapomniałem. Jednakże powiem Wam, że „Spread My Wings into the Abyss that Calls” przypadło mi do gustu. Przede wszystkim – przymiotnik „samobójczy” można wsadzić między bajki. Pale Mist para się black metalem, który może i ma trochę wolniejszych fragmentów, ale jednak przede wszystkim słychać tu black metal skropiony pochodnymi kapel pochodzących z Finlandii. Słychać więc tu trochę inspiracji Horna czy Behexen, ale też sporo motywów kojarzy mi się na przykład z Tsjuder, czy nawet bardziej – z Krypt. Innymi słowy – z czystym, kipiącym nienawiścią black metalem. Mają oczywiście trochę wolniejszych fragmentów, jak ten pod koniec „Embraced by the Pale Mist”, ale żeby od razu DSBM…? Nieee… Ale faktycznie, należy wspomnieć o pewnych konotacjach z tą sceną, jak czas trwania utworów (no długie są kurwy), a także wokal Glomora. I szczerze powiedziawszy, jakoś bardziej leżą mi te dzikie, agresywne momenty Pale Mist. Niemniej jednak jest to bardzo dobry kawał muzyki, który z przyjemnością obracałem wielokroć w odtwarzaczu i Was też do tego zachęcam.

Aha, zapomniałbym – bardzo podoba mi się okładka tego albumu. Dzięki niej łączna ocena podskakuje o punkcik do góry.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Through the Thick Fog of Misery and Woe  
2. Spreading My Wings into the Abyss That Calls  
3. Embraced by the Pale Mist  
4. Gazing, Opening the Barriers  
5. The Welcoming Glow of the Moon