Pagan Hammer „Ode To My Fathers”

Wydawca: Nocturnal Transmission Records

Na okładce dzielni amerykańscy marines wbijają gwieździsty sztandar w pozycji w jakiej uwiecznił ich artysta w znanym pomniku. Zapowiada się ciekawie, wszak blackowcy częściej sięgają po Wehrmacht niźli U.S. Army. Ale widać Pagan Hammer jest wyjątkiem.

Amerykański black metal nigdy nie cieszył się zbyt wielkim uznaniem, ale i w krainie hamburgerów i cadillaców trafiają się niezłe czarne akty. Niechybnie mogę zaliczyć do nich recenzowany właśnie Pagan Hammer i ich epkę „Ode To My Fathers” (hehe, brzmi jak wyznanie nastolatka z Holandii, co?). Ale żarty na bok, bo Pagan Hammer tutaj o poważnych patriotycznych rzeczach śpiewa, a robi to w rytm całkiem znośnej muzyki. Podniosły black metal – tak w skrócie można opisać to, co znajduje się na epce zespołu z Północnej Karoliny. Całość zaczyna się odgłosem strzałów z karabinu maszynowego i kanonadą dział. Myli się jednak ten, który myśli, że po takim intro polecą na nas szybkie jak króliczek energizer’a riffy i nawałnica blastów, jak to zwykle bywa. Nie, w przypadku Pagan Hammer mamy do czynienia raczej z wolnymi i średnimi tempami, bez ultraszybkich wyścigów paluchami po gryfie, czy woli rozpieprzenia bębnów za wszelką cenę. Właściwie to każdy z trzech utworów (jest ich trzy, ale łącznie trwają 25 minut) cechuje się linią melodyczną, która raczej łatwo wpada w ucho. Oczywiście, nie przyłapałem się jeszcze na tym, ze rano przy goleniu podśpiewywać sobie hity Pagan Hammer, ale na pewno nie jest to granie na zasadzie: bzzzzzzzzzz bzzzzzzz bzzzzzzz puk puk bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz bzzzz bzz bzzzzzz puk puk puk , gdzie gitary zastąpił słoik z komarami, a perkusję paczka zapałek rzucana o meblościankę w pokoju babci. Black metal jaki prezentuje nam Pagan Hammer nie jest może i odkrywczy, ale te trzy kawałki naprawdę kręcą się w moim odtwarzaczu już chwilkę, i gdyby tylko mierziło mnie granie tej kapeli, to skończyłoby się właśnie na tej chwilce. A tak, nie wiem, który to już raz… Trochę zalatuje mi to Bathory ze środkowego okresu działalności, trochę Burzum, gdy jeszcze Varg grał black metal, trochę tym co robił nasz Behemoth w początkach swej działalności. No przyznacie sami, że wzorce nie są złe. W każdym utworze jest tylko parę riffów, które powtarzają się przez cały czas trwania danego kawałka, ale to w tym drzemie ten surowy, hipnotyczny urok „Ode To My Fathers”. I chwilami jest naprawdę świetnie, posłuchajcie sobie solówki na końcu „Die With Honor”, no kurwa naprawdę niezłe. Dobra, kończę już, możecie mi uwierzyć na słowo lub nie (jakbyście robili inaczej w przypadku kierowania się gustem recenzenta, hehe).

Pagan Hammer to naprawdę niezła kapela, a ich black metal po prostu podoba mi się. Jest wzniośle, jest mocno, jest z melodią. Nie da się pogodzić? Da się. Posłuchajcie „Ode To My Fathers”. Może nie wybałuszy Wam gałów z wrażenia, ale pół godzinki z dobrym blackiem macie jak w banku.

Ocena: 6,75/10

Tracklist:

1. Ode To My Fathers
2. The Eagle Ascending
3. Die With Honor
Autor

10873 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *