Pa Vesh En „Church of Bones”

Wydawca: Iron Bonehead Productions

No nie powiem, żebym miał w domu zbyt wiele płyt pochodzących z Białorusi. Może na palcach jednej ręki bym je zliczył. Niewiele, biorąc pod uwagę że katalog moich krążków opiewa na około dwa tysiące pozycji.

Ale wiem też, że debiutancka płyta Pa Vesh En raczej nie wzbogaci mojej kolekcji. Dlaczego? Ano bo mi się ten album tak średnio podoba. Przede wszystkim odstręcza mnie od niego produkcja. Ja rozumiem podziemie. Ja rozumiem kult i plwanie na wymuskany sound. Ale kurwa ja nie rozumiem, jak można jarać się muzyką, która brzmi jakbyście zarzucili sobie na stary magnetofon typu jamnik gruby koc, taki co go w zimie się używa przy minus dwudziestu stopniach do słuchania krążków Immortal. Serio, niewiele rzeczy w podziemnym metalu mnie drażni jak właśnie taka produkcja. Gdyby nie ona to ja bym „Church of Bones” całkiem pewnie znosił. To jest do bólu tradycyjny, utrzymany w większości w wolnych tempach black metal, surowy, bezkompromisowy i przeznaczony pewnie dla hermetycznej garstki maniaków. Wokal zawodzący gdzieś mocno w tle, bzyczące gitary i lekko kartonowa perkusja – na pewno słyszeliście setki takich wydawnictw. Niektóre lepsze, inne gorsze, multum totalnie przeciętnych. I ja Pa Vesh En lokuję właśnie w tej ostatniej szufladce. Zapewne przez to, że cały klimat kładzie produkcja – gdyby była lepsza, niechybnie bardziej bym się jarał Kościołem z Kości, a tak to wiecie… Jest zbyt wiele dobrych albumów, bym tracił czas na wsłuchiwanie się w co ten Białorusin nam chciał przekazać.

A teraz czekam na pogróżki spisane krwią, że chuja się znam na prawdziwym black metalu. Wam raczej odradzam, chyba żeście z tych co to biorą każdy album utrzymany w czerni i bieli, z nieczytelnym logo i limitem do siedmiu sztuk.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. The Wilderness of Cursed Souls
2. A Funeral Procession
3. La Valse Macabra
4. Pale Body Desecration
5. The Venom Seed
6. My Obscure Obsession
7. With Pain He Waits in Vain
Autor

10093 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *