Ozzy Osbourne „Black Rain”

Wydawca: Epic Records

Dawno, bardzo dawno temu, gdy po ziemi biegały dinozaury, a barbarzyńskie państwo brytyjskie nie zostało skolonizowane przez cywilizowanych pracowników fizycznych z kraju Polan, na świat przyszedł Ozzy Osbourne. Wtedy świat zrozumiał, że koleś który urodził się niespełna dwa tysiące lat wcześniej w Betlejem, nie był tym, za kogo się podawał, bo prawdziwy mesjasz narodził się w Birmingham. Tenże Ozzy, wraz z trzema innymi Ewangelistami w 1969 roku wydał Dzieło Natchnione zatytułowane „Black Sabbath”, a muzykę zawartą nań można porównać jedynie z etosem i dostojnością Słowa. Jak to w życiu bywa ich drogi się rozeszły i każdy głosił Prawdy osobno, lub w różnych kooperacjach. Sam Ozzy po wydawaniu kolejnych aneksów do Słowa, zesłał nam kolejny Dar – „Black Rain”. I zobaczył, że było dobre, a ludzie maluczcy przyjęli je pod swe strzechy, mimo, że nie byli godni.

Ozzy, jak przystało na Absolut, jest nieskończenie dobry, tak więc i najnowsze Słowo Pańskie nosi znamiona tejże dobroci. Niczym Dekalog, ostatni album składa się z dziesięciu przykazań – utworów, a każde nosi znamię Jego. Przesiąknięte są one Rockowym Duchem Świętym w większym stopniu niż ostatnia odsłona Słowa – „Down To Earth”. Najwyraźniej ludzkość zasłużyła sobie na łaskawość Pana i na te dziesięć utworów dostała jedynie dwie ballady, oczywiście odegrane w świetnym stylu. Reszta jest mocnym, hard rockowym skinięciem Wszechmogącego na uczniów swych. Niemały udział w tym wszystkim miał też, siedzący po Jego prawicy, Błogosławiony Zakk Wylde, który to za pomocą swego niebiańskiego instrumentu szerzy wraz z Ozzym Dobrą Nowinę. Widać, że ostatnimi czasy w Królestwie Niebieskim nie próżnowano i nie myślano nad tanimi sztuczkami jak przemiana wody w wino (bo maluczcy śmiertelnicy opanowali to całkiem dobrze), ani też nad wskrzeszaniem trupów (bo i to na Ziemi umieją, czego dowodem jest fala reaktywacji), tylko w swej boskiej mądrości postanowiono zesłać nam klasyczną, rockową płytę. Oczywiście różni się ona od pierwszych opusów Najwyższego, ale nie jest przez to mniej zadziorna. Głos Jedynego oraz masa genialnych riffów sprawia, iż „Black Rain” jest bardzo równym albumem. Właściwie każdy z nich mógłby zostać singlem i zapewne kilka utworów będzie pełniło tę rolę (w końcu utrzymanie Królestwa Niebieskiego kosztuje, hehe) jeśli taka będzie wola Jego. Nie będę tutaj tłumaczył konkretne, jaką muzykę stworzył Ozzy z kumplami, gdyż nie wierzę, by jakikolwiek wyznawca odwiedzający tę stronę, nie znał Nauk Jego. Czyż nie powiedziano: „Jestem, który jestem.”? A więc Ozzy to Ozzy, Alfa i Omega, Początek i Koniec.

W jednym utworów, które zestały zesłane nam, niegodnym, Wszechmogący śpiewa: „All my life I’ve being over the top, I don.t know what I’m doing, all I know is I don’t want to stop”. Ma cholerną rację, wszak jest nieomylny, co potwierdził ludziom małej wiary po raz kolejny. Amen.

Ocena: 5/6

Tracklist:

1. Not Going Away
2. I Don’t Wanna Stop
3. Black Rain
4. Lay Your World on Me
5. The Almighty Dollar
6. 11 Silver
7. Civilize the Universe
8. Here For You
9. Countdown’s Begun
10. Trap Door
Autor

11764 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *