avatar
Info o autorze
- łącznie 2340 tekstów na Chaos Vault
Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we niebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Overkill USA Immortalis 150x150 Overkill ImmortalisWydawca: Bodog Music

Muzyka Overkill zawsze trafiała do mnie bez problemowo, mimo, że za samym zespołem nigdy nie ciąłem się gumką myszką. Panowie grają już ponad ćwierć wieku, a sam „Immortalis” to już ich piętnasty krążek. Nie ma na nim jednak ani krzty jakiegoś starczego stetryczenia, ale o tym niżej.

Każdy kto słyszał wcześniejsze dokonania Overkill, ten mniej więcej wie, czego należy się spodziewać po twórcach „Horrorscope” i kupując najnowszą propozycję tejże ekipy, nie powinien być zaskoczony jakimiś niespodziewanymi zmianami. Kolesie konsekwentnie tworzą w charakterystycznej dla siebie odmianie thrash metalu. Duża rytmika dziesięciu kawałków wyzwala u mnie odpowiednie ruchy głowy, ogólna melodyka strzałów zamieszczonych na „Immortalis”, zwłaszcza w kwestii refrenów, powoduje, że szybko się je zapamiętuje (ech, żeby tak materiał na sesję wchodził, to normalnie by było, co?) i można je sobie nucić przy goleniu, piciu czy jak ktoś lubi to i pieprzeniu, jeśli partner/ka wyraża zgodę. Zwłaszcza takie „Skull And Bones” łatwo wpada w ucho i łazi za mną już kolejny dzień, jak CBA za Leperem. Ciekawostką jest też, że w tym utworze mamy duet wokalny – Bobby’ego Ellswortha wspomaga gardłowy Lamb Of God. W ogóle, jeśli chodzi o barwę głosu i styl śpiewania Blitza, to jest on tak charakterystycznym i ważnym ogniwem każdego krążka Overkill, że pewnie obudzony ze śpiączki poznałbym jego manierę. O samej muzyce też Wam nic nowego nie powiem, bo styl Brooklynczyków od lat nie zmienił się w diametralny sposób. Świetny thrash, mocno podszyty hard rockiem z spod znaku choćby Black Sabbath. Sporo szybkich galopad, sporo średnich, ale posiadających tak zwane „to coś”, „groove”, czy jak tam wolicie, a przede wszystkim masa riffów iście profesorskich, zagranych z wirtuozerią thrashowych złotych rączek. Słucha się tego po prostu wybornie, a petardy w stylu „Walk Through Fire” to niechybne koncertowe killery (co będzie okazja sprawdzić już w marcu przyszłego roku na Metalmanii!!!), a i samochód prowadzi się przy nich nie gorzej. I nie są to może utwory na miarę wczesnych kompozycji zespołu, nie mniej jednak są diablo solidne i podobają się mi cholernie.

To dobrze, że Overkill po tylu latach scenicznego bytu potrafi wydobyć z siebie jeszcze taką energię i nagrać płytę, której nie muszą się wstydzić, pozwalającą im utrzymać starych fanów, a nie pokazywać im gest, jak z okładki „Fuck You”, niczym Metallica i nagrywać jakieś gnioty. Jest tutaj wszystko to, za co Overkill kochają ich fani. Dzięki temu „Immortalis” jest tak dobrym albumem.

Ocena: 8,5/10

Tracklist:

1. Devils in the Mist
2. What It Takes
3. Skull and Bones
4. Shadow of a Doubt
5. Hellish Pride
6. Walk Through Fire
7. Head On
8. Chalie Get Your Gun
9. Hell Is
10. Overkill V…The Brand

Zostaw komenatarz