Origin  OmnipresentWydawca: Agonia Records

Origin to wyjątkowy zespół w swojej klasie. Niby grają techniczny death metal, za którym nie przepadam, ale robią to na tyle wyjątkowo, że za każdym razem, gdy wydają nowy materiał chętnie sprawdzam jego jakość.

Według mnie ta kapela swój szczyt możliwości miała mniej więcej na środku swojej aktualnej drogi, ale jak zawsze z miła chęcią posłuchałem najnowszego wydawnictwa, czyli „Omnipresent”. Pierwsze, co rzuca się w oczy to okładka. Sztuczna, ale fajnie pomyślana. Generalnie: przyjemne dla oka dzieło. A, jeśli chodzi o samą muzykę to chyba wszyscy mniej  więcej wiedzą, czego się po Origin można spodziewać. Przejrzyste brzmienie, precyzyjnie zagrany metal śmierci z licznymi „zwrotami akcji” smaczkami i dodatkami. Tak jest i na tej płycie. Zawsze miałem wrażenie, że ta kapela jest bardzo niedoceniana. Nie ma ona zbyt wielu fanów w porównaniu gigantami amerykańskiej sceny, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, bo „Omnipresent” to dużo lepsze wydawnictwo niż ostatnie dzieła Deicide, Nile czy Cannibal Corpse, które to kapele, mam wrażenie, powoli się wypalają. Szczególną srakę funduje nam ostatnimi lata Glen Benton, ale to już temat na inne rozważania. Mimo iż tego typu techniczne granie nie należy to najważniejszej części moich zainteresowań muzycznych to na Origin zawszę zwrócę uwagę. Ta kapela po prostu nie jest nijaka. Ma swój styl, to co robi, robi dobrze i oby robiła to jak najdłużej. Nie mogę też pominąć faktu, że tym razem Amerykanów wydaje nasza rodzima Agonia.

Fajna płyta. Kropka.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. All Things Dead
2. Thrall:Fulcrum:Apex
3. Permanence
4. Manifest Desolate
5. The Absurdity of What I Am
6. Source of Icon O
7. Continuum
8. Unattainable Zero
9. Redistribution of Filth  
10. Obsolescence
11. Malthusian Collapse
12. The Indiscriminate
13. Kill Yourself (S.O.D. cover)