Ordo Obsidium „Orbis Tertius”

Wydawca: Eisenwald Tonschmiede

Bay Area moi drodzy! Co, thrashersi już mają erekcję? No to Was rozczaruje – Ordo Obsidium pochodzi co prawda z tego rejonu, ale zajmuje się czymś całkowicie odmiennym. Black metalem.

I to całkiem niezłym black metalem. Sporo tutaj wpływów pogrzebowego doom metalu, niemało depresji – ale brzmi to całkiem nieźle, w przeciwieństwie do sporej liczby zespołów próbujących swoich sił w tej muzycznej materii. Rzekłbym nawet, że całość brzmi mocno, zwłaszcza w tych nienajszybszych fragmentach, jak początek „By His Unflinching Hand”. „Orbis Tertius” składa się z pięciu dość długich numerów, bo najkrótszy trwa cześć i pół minuty. Czy mogę powiedzieć jednak, że sporo się tam dzieje? Cóż, na pewno przez dziesięć minut Amerykanie nie piłują jednego i tego samego riffu, jednak, żeby te kawałki skrzyły się feerią zmian tempa i smaczków to też nie mogę powiedzieć. Taki kawałek „Into the Gates of Madness” na przykład jest dość szybkim, opartym raczej na black metalowych kanonach z połowy lat dziewięćdziesiątych, podczas gdy już następujący po nim tytułowy „Orbis Tertius” to powolna doom/black metalowa muzyka, tchnięta melancholią i smutkiem – czuć tutaj inspiracje My Dying Bride, lub (w mniejszym stopniu) Skepticism czy Katatonia. I przyznam, że chyba w wolniejszych momentach muzyka Ordo Obsidium broni się lepiej, a w każdym razie mnie podoba się bardziej. Zwłaszcza, że wówczas wokalista inaczej moduluje głos, mniej jest tych wysokich skrzeków, za którymi niespecjalnie przepadam. No i te bardziej doom’owe fragmenty mają ciekawszą melodykę, podczas gdy czysto-black metalowe oparte są o dość osłuchane pomysły, niewyróżniające jakoś specjalnie Ordo Obsidium z szerokiego katalogu zespołów depresyjno-black metalowych. Reasumując jednak jest to niezły, ciekawy album – zwłaszcza jak na debiut. Ze swej strony tylko dodam, że drukarnia znów położyła sprawę, bo tak naprawdę w booklecie jak i na okładce chuja widać.

Jak ktoś bardziej ma się ku black metalowi, to proponuję mu zapoznanie się z twórczością Ordo Obsidium. Może i mnie nie uwiedli, ale zaciekawili i nie uważam tych trzech kwadransów za stratę czasu. Dobra płyta.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Nequaquam Vacuum  
2. Into the Gates of Madness  
3. Orbis Tertius  
4. Emptiness Under the Moon  
5. By His Unflinching Hand
Autor

12146 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *