Order of Ennead „Order of Ennead”

Wydawca: Earache Records

Tak jakoś od kilku dni w moim odtwarzaczu kręci się płyta side – projectu (jak oczywiście nie omieszkała kilkakrotnie zaznaczyć wytwórnia) jednego garowgo z jednej, kiedyś dużej, dziś w oczach niektórych już trochę mniejszej, kapeli death metalowej z Florydy. Zespół zowie się Order Of Ennead.

A cóż to za tajemnicza persona? Steve Asheim. Z Deicide. Nie musicie pamiętać, jeszcze pewnie parę razy to usłyszycie, kto zacz i skąd ów. Gwoli obowiązku napomknę tylko, że formację współtworzą też członkowie Councill Of The Allen czy Ressurrection. Sam Order Of Ennead różni się jednak od macierzystej kapeli Steve’a, gdyż w uproszczeniu ich muzykę nazwać można black/death metalem. Ze sporą ilością melodii, gitarowych popisów, urozmaiconego tempa i tym podobnych. „Order Of Ennead” zaczyna się niczym „Wings” Vader’a, gdyż główny riff jest doń łudząco podobny, aż ma się wrażenie, że zaraz usłyszymy głos Petera, hehe. Ale nie, słyszymy coś pomiędzy blackowym skrzekiem a death’owym growlem, wokal a’la Angela Gossow. Z tym, że tutaj mamy faceta za mikrofonem. Order Of Ennead dużą wagę przykłada do technicznego brzmienia tej płyty, bo mamy tu masę wirtuozerskich popisów solowych w stylu heavy metalowych herosów. Wystarczy, że posłuchacie końcówki „As If A Rose I Wither”, to zrozumiecie o czym mówię. Płyta pełna jest też Asheim’owych blastów, napierdzielanych często z prędkością światła i precyzją szwajcarskiego zegarmistrza, jak to ma miejsce w chyba jednym z lepszych kawałków z tej płyty, „The Culling”. Choć w zasadzie płyta jest raczej równa i nie można tu wyróżnić jednoznacznie lepszych i gorszych utworów. W kilku momentach jest nawet miejsce na chwilę oddechu („Conferring with Demons”, gdzie mamy całkiem przyjemną wolną i melodyjną gitarę). Sama produkcja zaś jest jak na mój gust zbyt czysta, zalatująca heavy metalowymi patentami na nagrywanie. Okej, napisałem, co znalazłem na tej płycie, teraz Wam napiszę, czego nie znalazłem. Kurwa, nie znalazłem tu feelingu. Naprawdę, mimo że zespół tworzą raczej uznane persony, po dłuższym odsłuchiwaniu „Order Of Ennead”, krążek ten jawi mi się bardziej w kategoriach rzemieślnictwa. Może to dlatego, że nie do końca leży mi taka muzyka, bo rzeczywiście chwilami jest zbyt melodyjnie. A może dlatego, że kawałki są do siebie zbyt zbliżone. Płyta na pewno sporo przez to traci. Da się jej posłuchać, ale jeśli mam być szczery to osobiście wolę krytykowany wszem i wobec ostatni album Deicide.

Order Of Ennead w mojej opinii nie nagrało arcydzieła, jedynie album porządny, no właściwie spodziewałem się czegoś więcej. Dam sobie jednak wybrany członek uciąć, że Earache odpowiednio wypromuje tą kapelę i szybko uzyska ona poklask publiki. Może i zasłużony.

Ocena: 6,75/10

Tracklist:

1. Seeking the Prophets
2. Reflection, An Endless Endeavour
3. As Long As I Have Myself I Am Not Alone
4. The Culling
5. Introspection And The Loss Of Denial
6. Conferring With Demons
7. As If A Rose I Wither
8. Interlude With Reason
9. A Cry To The Perilous Sun
10. Prelude To Ruin
11. Dismantling An Empire
Autor

10681 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *