Oranssi Pazuzu „Valonielu”

Oranssi Pazuzu  ValonieluWydawca: Svart Records

Trafiłem z tą muzyką akurat gdy samotny wieczór umilała mi czarodziejka gorzałka, wystarczyło więc jedynie kilka głębszych z nią pocałunków, a potem odpłynięcie przy dźwiękach „Valonielu”.

Czyli nowego albumu Oranssi Pazuzu, kóry to w bardzo udany sposób miesza ze sobą black metal i psychodelię. Jako, że piszę tę recenzję już po jakimś czasie, gdy każdy zainteresowany zassał sobie trzeci album Finów z ruskich stron i zdążył sobie przez ten czas wyrobić opinię, mogłem zapoznać się z szerokim spektrum ocen. Jak to zwykle, jedni chwalą, inni ganią, a każdego racja jest najmojsza. Osobiście bliżej mi jest do tych, którzy chwalą. A nawet chwalą bardzo. Choć przyznam, że „Valonielu” nie zaskakuje od razu – wymaga czasu, wgryzania się w te dźwięki. Ortodoksi na tym zespole położą laskę zimną jak lodowy sztylet, to wiedziałem jeszcze zanim przeczytałem pierwszą recenzję. Ale ja tę muzykę łykam. Przyznaje, że moja wiedza odnośnie muzyki psychodelicznej, progresywnej czy jak tam ją chcecie zwać, jest dość uboga. I może dlatego, nieograniczony niczym, łykam trójeczkę Oranssi Pazuzu jak kosmicznego dropsa, która Was otumani i upizga. Mroczny, kosmiczny, surrealistyczny klimat tej płyty przenika Was na wylot jak promieniowanie roentgena, pod przykryciem pulsującego rytmu w Wasze żyły i nozdrza wedrze się partia klawiszy – całkowicie dziwna, odjechana, astralna… „Valonielu” to idealny krążek do takiego prawdziwego relaksu, pomimo że wciąż jest mocno oparty na black metalowych patentach – sięga jednak dalej. Do gwiazd, rzec by można – przez black metalowe ciernie.

Heh, zagalopowałem się chyba trochę, ale tak to już jest z tą czarodziejką. A gdy ją się zmiesza z płytą taką jak „Valonielu”, to różne rzeczy człowiek może popisać. W każdym razie zapamiętajcie jedno – by dopisać nowe Oranssi Pazuzu do listy zakupów.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Vino verso  
2. Tyhjä temppeli  
3. Uraanisula  
4. Reikä maisemassa  
5. Olen aukaissut uuden silmän  
6. Ympyrä on viiva tomussa
Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *