Onheil „Razor”

Wydawca: Cyclone Empire Records

Jaki to człowiek na stare lata niedołężny się robi. Oczy już nie te, jakiś taki zdziecinniały i naiwny, co mu dadzą to weźmie i jeszcze sobie ubzdura jakieś niestworzone historie z tym związane. Tak, o sobie mówię…

Patrzę: Onhell. Tytuł: „Razor”. Gatunek: Black Metal. Myślę: „Oj, będzie bal”, jak to śpiewał swego czasu Laskowik. Ale potem wpatrzyłem się w logo, w notkę promo i widzę jak byk – Onheil. Dobra, zdarza się najlepszym. Puszczam płytę, odczekuję intro… Kurwa, jaki black??? Na upartego można by ochrzcić muzykę z debiutu Holendrów takim mianem, ale byłoby to strasznie naciągane, a taki Euronymous na przykład to jakby to usłyszał, to by się wziął z grobu odkopał i sam podźgał raz jeszcze ze śmiechu. Okej, ale kończmy ze złośliwościami na dziś. Jak dla mnie, to Onheil nie wiedzieć czemu kojarzy się z Amon Amarth, choć muzyka jest diametralnie inna. Tak samo nadmuchane to to, melodyjne, jakby lekko sztuczne. Tak pomyślałem po pierwszych dwóch – trzech przesłuchaniach. Ale potem jakoś mi to „Razor” weszło. Odkryłem, że mają tu melodykę pod wczesne płyty Children Of Bodom i chwilami podobne tempa narzucają. I nie powiem, wpadają te utwory w ucho, bo niegłupie te melodie są. Ktoś nazwał ich „blackowym Iron Maiden” i jakkolwiek jest to dla mnie typowy przykład marketingu, to coś w tym również jest – singlowy „As Hope Dies” jawi mi się właśnie jako skrzyżowanie Dzieciaków z Dziewicą, bo z jednej strony mamy tu blackowy pazur, ale i strukturę zbliżoną do dokonań Brytoli. I na takiej mieszance opiera się mniej więcej cała płyta. Choć są i wyjątki, bo „The Fallen Kingdom” brzmi jakby kapela znalazła inspirację w późniejszych płytach Bathory – chóralne śpiewy w refrenach, podniosły nastrój. Nieźle wypada też, odróżniający się lekko od reszty większą agresją i tempem, „Penetration Of Innocence” i szczerze mówiąc, szkoda, że nie ma więcej takich kawałków na „Razor”. Ale i tak nie jest źle, pomimo mojej wcześniejszej rezerwy do Holendrów, po tym jak wykorzystali moją dobroduszność, hehe…

Podsumujmy: Onheil to raczej żaden black metal w moim rozumieniu tego słowa. To dobra muzyka, która może zaciekawić fanów lubujących się w trochę mniej brutalnych dźwiękach. Muza idealna do imprezy, gdy znudzą się Wam już klasyczne metalowe szlagiery i będziecie chcieli posłuchać czegoś ciut cięższego.

Ocena: 4/6

Tracklist:

1. Out Of The Darkness It Comes
2. Nemesis Light Fading
3. As Hope Dies
4. Final Redemption
5. Day Of Departure
6. Razor
7. The Fallen Kingdom
8. Pad Der Verdoemenis
9. Penetration Of Innocence
10. Rain Of Fire
11. From Above
Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *