Ojciec Dyktator „Heresy is Fun”

Wydawca: Brute! Records

Ojciec Dyktator pasuje mi na niedzielną recenzję. Nie wiem, czy sąsiadom spodobają się te dźwięki, ale mam ich ekumenicznie w dupie.

Ojciec Dyktator to krakowska grupa grindcore’owa, która głosi, iż „Heresy Is Fun”. Ta ewangelia jest dość prosta w swoim przekazie, więc nie dziwicie się, że nie trwa długo. Cała płyta trwa ledwo trzynaście minut, ale im to wystarczy by się porządnie rozbujać, poświniakować, powyrzygiwać co im leży na reszcie wątroby, trzustki i dwunastnicy i upuścić ciśnienie z jelita grubego. Bardzo podoba mi się produkjca, bo nie jest przesadnie zbrutalizowana, ale i nie brzmi „płasko” jeśli domyślacie się o co mi chodzi. Muzycznie „Heresy Is Fun” osadzone jest w klasyce gatunku i chyba dlatego właśnie mi się podoba. No co ja Wam więcej napiszę o płycie grind core’owej? Ojciec Dyktator nagrał płytę, która fajnie buja i fajnie młóci, trwa tyle co szybkie ruchanko i tyleż po niej zostaje. Czyli pamięta się sam fakt, nie pamięta się szczegółów. Ale zawsze można nacisnąć przycisk play i wszystko zaczyna się od nowa. Mowa o płycie oczywiście.

Herezja jest fajna i ta płyta też jest fajna. Recenzja jest krótka bo i płyta jest krótka. Wszystko się więc pięknie układa w logiczną całość.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Black Pigs
2. Emo Holocaust
3. Father Dictator
4. Not Many Words
5. Fuck Off You Fucking Fuckers
6. Loonathick
7. Urghhurhgyyrhghhh
8. United Colors of Beneton
9. Solar Mord
10. Frankenstein
11. Love Life of Michal K12.Old Man and the Cellar
13.Piosenka O Ochronie Doliny Rozpusty
Autor

9678 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *