Non Opus Dei „Constant Flow”

Wydawca: Empire Records

Non Opus Dei to strasznie płodny zespół, rokrocznie serwując nam nowy krążek. Na szczęście w tym przypadku ilość przechodzi nam w jakość, więc nie ma co narzekać. Zwłaszcza, że opusy Olsztynian, to nie jakiś tam black metal, oklepany jak schabowy z kapustą, lecz danie dla koneserów, nieograniczających się do zwykłej konsumpcji, a wolących posmakować i trochę wysilić zmysły.

Zacznijmy od tego, że niezmiernie trudno jest opisywać muzykę Non Opus Dei i każdy kto słyszał ich wcześniejsze albumy, ten wie dlaczego. „Constant Flow” nie wybija się pod tym względem z grona starszego rodzeństwa. Przede wszystkim zaznaczam, że Klimorh i jego ekipa nie grają black metalu. Oni go tworzą, jakkolwiek można to rozumieć. W zderzeniu z takim Darkthrone to jak przyrównanie dziecięcych bazgrołów z obrazami Malczewskiego. „Constant Flow” jest pełna zapętleń, dysharmonii, można wręcz zaryzykować, że chwilami muzycy grają jakby w ogóle nie mieli pojęcia o sobie nawzajem, egzystując gdzieś tam w równoległych światach, a nam dane jest jedynie usłyszeć owoce ich twórczości. Muzyka zawarta na najnowszym krążku Non Opus Dei wymaga od słuchacza skupienia, to nie jest ot taki sobie czarny metal, jak w przypadku Marduk, że można się przy nim wyszaleć na gigu, spocić jak świnia i jeszcze w połowie setu skoczyć do baru po piwo. „Constant Flow” wciąga słuchacza w wir dźwięków, które mimo swojej złożoności (olbrzymiego jej stopnia), nadal są osadzone mocno w black metalu, daleko jednak od jego najbardziej spauperyzowanej wersji, dlatego też nie polecam tej płyty miłośnikom prostoty. Mogą oni nie zaakceptować radykalnych zmian tempa, różnorodności wokalnej i nieszablonowości Bezbożnego Dzieła. Jak widzicie, cały czas przeciwstawiam Olsztynian innym formom diabelskiego metalu, ale wtajemniczeni wiedzą, iż przeciwieństwa zestawione w odpowiedni sposób i tworzące określone cykle, są leitmotivem liryków Non Opus Dei. Liryków, które dodajmy, przerastają zdolności kojarzenia, myślenia symbolicznego, większości metali (jak bardzo kolokwialnie brzmi teraz to określenie, w zderzeniu z twórczością Klimorha) i nie ukrywam, że mnie również. Dlatego moje wywody w tym miejscu sprowadzę jedynie do stwierdzenia, że na „Constant Flow” ograniczono się do dwujęzykowości tekstów, odpadły więc liryki po łacinie czy niemiecki. Gwoli ścisłości kronikarskiej, zaznaczyć pragnę, że brzmienie „Constant Flow” jest owocem pracy Szymona Czecha, więc ocena poziomu wydaje się tu zbędna.

Uff, rozpisałem się na temat tego krążka, ale uwierzcie mi – muzyka zawarta na „Constant Flow” spokojnie mogłaby stać się przedmiotem badań muzykologa, teksty zaś – dla filologa. Ja za malutki na to jestem. Mimo wszystko z przyjemnością obcuję z tymi dźwiękami, podobnie jak z wcześniejszymi albumami Non Opus Dei. Wielkimi dźwiękami.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Beauty
2. Ona Jest Kluczem
3. Constant Flow
4. A Plait of a Spiral Galaxy
5. Alne
6. 23.09.2006
7. Saule’s Journey
8. Saule’s Dark Gifts (remix)
Autor

9678 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *