Nomad „Transmigration of Consciousness”

Wydawca: Witching Hour Production

Dzisiaj będę marudził, jak przysłowiowy „sam skurwysyn”. Jeśli więc ktoś nie lubi, nie chce, nie szanuje to powiem od razu, jeśli jesteście młodzi i chłoniecie muzykę bez przywiązywania wagi do przesadnej oryginalności to  przed najnowszym krążkiem Nomad będziecie klęczeć i go sławić.

 

W zasadzie „ Transmigration of Consciousness” to materiał na marketingowy, pieprzony hit sezonu. W składzie Seth,a wiadomo gdzie on jeszcze teges. Za „sterami” Malta i bracia W. – zasadniczo brzmieniowy samograj, zapewniony. I to słychać na tej płycie i w tej kwestii przypieprzyć po prostu nie ma się do czego. Wydobyto moc wokalu, który góruje nad całą muzyką, wręcz selektywnie słychać pracę obu gitarzystów, o sekcji rytmicznej nawet nie wspomnę. Muzycznie jest to konglomerat dźwięków, wśród których większość mocno osadzona jest w śmierć metalu w zasadzie z przewagą szybkich temp i chwytliwych na swój sposób, riffów. Całość  jest szaleńczą przejażdżką bez trzymanki w której nawet krótkie przystanki w postaci intra po każdym kawałku na tyle zlewają się z całością, że praktycznie traktujemy je raczej jak całość wraz z „pełnowartościowymi” utworami. Właściwie jedynym odpoczynkiem jest utwór „Abyss of Medidation”, który moim prywatnym zdaniem na tej płycie jest najlepszy, przede wszystkim dzięki opętańczemu wokalowi i  piekielnym, lejącym się niczym siarka, dźwiękom. Jakby jeszcze było mało, okładkę „Transmigration of Consciousness” zrobił niejaki Michał, znany pewnie większości jako Xaay, a z kim on współpracował, to ja chyba nikomu nie muszę przypominać. No dobrze, to dlaczego więc pan pseudoredaktor się przypierdala? Bo brakuje mi tu „czegoś”. Tego jednego elementu, zazwyczaj niewidocznego, a jednak wyczuwalnego. Radości grania, która tworzy tak naprawdę zespoły i ich nie ukrywajmy, wielkie płyty. Jest to świetnie odegrana muzyka, ale niestety dla mnie tylko odegrana.

 

Oczywiście nie mogę tej płycie dać niskiej oceny bo na nią nie zasługuje, ale wiem dobrze, że już za miesiąc, poza jednym wymienionym utworem nie będę o niej pamiętał. Ot, będzie taka muzyczna tabula rasa, albo jak wolą inni zmęczenie materiału spowodowane ilością słuchanej muzyki.

Ocena: 7/10

Tracklist:

01. Intro – Are You Ready…

02. The Demons’s Breath

03. Intro

04. Dazzling Black

05. Intro

06. Identity with Personification

07. Intro

08. Pearl Evil

09. Intro

10. Abyss of Meditation

11. Intro

12. Flames of Tomorrow

13. Intro

14. Raised Irony

15. Intro

16. Four percent of Hate

17. Outro
Autor

3655 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

3 komentarze

  • Nie zazdroszczę recenzentowi hehehe…zjebać ten materiał to było by kurewstwo z jego strony, napisać pean pełen pochwał było by znów nie uzasadnioną wazeliną . Dziwna płyta niby bardzo dobra, ale za chu…nie wiem czy będę miał ochotę jej jeszcze słuchać po tych 3 razach. To przemawia za tym że czasem warto ”pożyczyć” płytę z sieci zanim się ją kupi.

  • Ta płyta jest po prostu męcząca przez swoją monotonię… Sorry, ale trzeba to powiedzieć. Naciągana ta ocena.

  • Oceniałem ją pod względem produktu, stąd też taka ocena. Jednak wyraźnie zaznaczyłem co mi się na niej nie podoba. Właściwie poza wspomnianym przeze mnie utworem, nie ruszyło mnie nic. Co nie zmienia faktu, że tak jak napisałem w kwestiach techniki i brzmienia jest okej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *