Nomad „Tetramorph”

nomad-tetramorph

Wydawca: Witching Hour Productions

Hm.. Z Nomad to ja mam tak, że podoba mi się ich wczesne granie, ale potem jakoś niespecjalnie ich muzyka mnie brała. Ostatni długograj to chyba trzy razy obróciłem w odtwarzaczu i za każdym razem przybijałem czołem gwoździa – tak mnie pięknie usypiał.

A teraz dostałem najnowszą (choć już sprzed roku) EPkę kapeli. No cóż, tak wydawca promuje to trudno, kapela sama po roku musi rozsyłać swoje materiały lub liczyć na pomoc znajomych. Tak czy inaczej „Tetramorph” wylądowało w moim odtwarzaczu. Samo wydanie – pieści oczka. Muzycznie – no też nie jest źle, ale jakoś nie mogę się przemóc do końca do Nomad. Death metal, który dostarcza Nomad po prostu mnie lekko nudzi, mimo że nie powinien. Trochę pierdolnięcia jest w otwierającym całość „Tetrawind” i wypada to OK, ale potem kapela kombinuje, zwalnia, wprowadza jakieś niepotrzebne udziwnienia, nie brzmi mi to spójnie. Za to dobry jeszcze jest ostatni numer na krążku, wolny, ponury, mroczny. Ale po prostu nie czuję potrzeby częstszego wracania do tego krążka, a i niniejsze odsłuchy w moim przypadku to tak raczej bardziej z musu i obowiązku niż z przyjemności.

No ale – może ktoś lubi takie granie. Ba. Dużo ludzi lubi takie granie, więc te piętnaście minut na pewno przypadnie do gustu wielu osobom.

Ocena: 6,5/10

Tracklist:

1. Tetrawind
2. Tetrawater
3. Tetrafire
4. Tetraearth
Autor

10006 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *