Nocturnal Breed „Napalm Nights”

Nocturnal Breed Napalm NightsWydawca: Agonia Records

Ile to, siedem lat? Ano jakoś tak. Właśnie tyle minęło od ostatniego krążka Nocturnal Breed. Czy ktoś tęsknił? Cóż, ja się obywałem…

No ale skoro „Napalm Nights” się ukazało, to zrecenzujmy ten album. Co od razu rzuca się w oczy, to lekkie rozwinięcie stylu – tak przynajmniej mi się wydaje. Kapela inkorporowała do swojego black/thrash metalu sporo elementów charakterystycznych dla heavy metalu czy hard rocka nawet. Czy fajnie to wyszło? No niekoniecznie, przynajmniej jak na moje ucho. Jak dostaję thrash z czarna polewką, to życzę sobie by ciął moją skórę i polewał smołą, a w paru momentach Nocturnal Breed po prostu przynudza lub staje się zbyt miękkie. Można oczywiście docenić zabawę konwencją, ja ją doceniam, co nie zmienia faktu, że takie zbyt częste kombinowanie wybija jak dla mnie słuchacza z obranego kursu. Długość utworów też pokazuje, że na „Napalm Nights” dzieje się wiele – jednak ja jestem prosty chłopak i wolałbym, żeby działo się mniej, a skuteczniej – przynajmniej w tej stylistyce. Na moje ucho zbyt mało tu tnących, ostrych riffów z których znana była ta kapela wcześniej, a za dużo tak zwanego pierdolenia w tańcu. No bo powiedzcie sami – skoro ziewam przy black/thrash metalu to coś musi być na rzeczy, no nie? Czasem się (i nas) obudzą – jak nagłym jebnięciem zapoczątkowującym „The Bitch of Buchenwald” po nudnym „Curse Beyond Recognition”. Ale jak na moje ucho – mało, ciągle mało.

Nie wiem, czy inni oczekiwali takiego kombeku, ja raczej niej. Jakoś nie wierzę, że ten album będę odpalał częściej niż raz na miesiąc czy dwa. A wcześniejsze albumy kręciły się w mniejszych okresach czasu. No nic, szkoda…

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. The Devil Swept the Ruins  
2. Speedkrieg  
3. Cursed Beyond Recognition  
4. The Bitch of Buchenwald  
5. Napalm Nights  
6. Thrashiac  
7. Dawn Campaign… Flamethrower Ridge  
8. Under the Whip  
9. Dragging the Priests  
10. Krigshisser (D.N.K)
Autor

11165 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *