Netherfell „Okryte zapomnieniem”

Nether

 

Kontakt: Netherfell

Sam sobie ten materiał znalazłem. Sam, w zasadzie, zaproponowałem recenzję debiutu Netherfell. Sam ze sobą przeprowadzę zaraz pewną dysputę (taki jestem zajebisty). I sam z siebie ostrzegam – to folk metal. A więc dobrze sami wiecie, czy chcecie czytać dalej.

Od pierwszego przesłuchania tej EP-ki w głowie kołacze mi słowa S. Jachowicza „cudze chwalicie, swojego nie znacie”. I to będzie motyw przewodni dzisiejszej dyskusji. Jest jakiś taki schemat (który oczywiście nie jest regułą i bardzo dobrze), że ktoś zaczyna interesować się muzyką folkową uderza albo do Skandynawii, albo do Irlandii. Bo to skoczne, tajemnicze – z punktu widzenia naszej szerokości geograficznej, a więc i ciekawe. Zastanawiająca jest indolencja wobec kultury ludowej Polski. Pierwszy argument, który się nasuwa to „bo to swoje i nic pewnie ciekawego”. To oczywista – z punktu widzenia osób siedzących w temacie – bzdura, ale skutecznie wbijana do głów gawiedzi przez media, ale i macherów od muzyki, którzy w folku chcą widzieć popowe o popłuczyny w stylu Brathanków. Drugim argumentem może być „niszowość” tego typu muzyki w Polsce, ale tak szczerze w dobie internetu, to jaki jest problem? Dlaczego marudzę o tym, zamiast pisać co tam mi w słuchawkach gra? Ano dlatego, że w przypadku tak zwanego folku metalu sytuacja jest analogiczna. Jak już coś w tym kraju powstaje, to upiera się grać jak Eluveitie, Korpiklaani, czy inny Finntroll. A czy na pewno tędy droga? Okej w tym przypadku brzmi to naprawdę sensownie i nie jest przesłodzone (co też jest częstym błędem). Trochę mi to przypomina Eluveitie (zresztą duch tego zespołu dość wyraźnie unosi się nad Netherfell) z pierwszego materiału, czyli „Ven”, kiedy brzmiało to jeszcze autentycznie i miało więcej jaj. To przemawia zdecydowanie na plus. Nawiasem, najlepiej wchodzi  „Fire of Demise”. Nieco inaczej sytuacja wygląda z wokalem. Na początek męski głos. Stary, zajebiesz się tak siłowo drąc paszczę. Albo padnie Ci głos. Co do żeńskiego głosu. No właśnie. Może jakieś zmiany? Nie wiem czy orientujesz coś takiego w Krakowie jak Piwnica Śpiewu Tradycyjnego? Obadaj, może przyjdzie wena. Dużo lepszym rozwiązaniem, niż de facto powtarzanie tego co już było, może byłby śpiew biały? Podobnie z muzyką. Skoro już staracie się w tekstach nawiązywać do naszej kultury, to może i w niej czas na to najwyższy? Przejrzyjcie chociażby część materiałów wydanych przez Oskara Kolberga. Nie mówię, że łatwo będzie przenieść to na metal, ale w zasadzie, czy przypadkiem nie chodzi o wyzwania? I do ciężkiej cholery, mamy przecież własną tożsamość, czy naprawdę musimy kraść ją innym?

No. A żeby było zabawniej, to ja do tego materiału nic nie mam. Jest nieco powyżej średniej. Jeszcze może miejscami nieporadny, ale niosący nadzieję. Ale może idźmy bardziej w nasze, niż w cudze?

 

Ocena: 6/10

Tracklist:
01. Rozdroża (intro)
02. Upiór Kurchanu
03. Mokosz
04. Fire of Demise

Autor

3600 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *