Neolith „Izi.Im.Kurnu-Ki”

Neolith Izi.Im.Kurnu-KiWydawca: Non Serviam Records

To czwarta płyta Neolith, zespołu dobrze znanego maniakom polskiego podziemia, jak również uczestnikom i bywalcom wszelkiego rodzaju kółek zainteresowań tudzież tajemnych lóż, hehe. Jako, że dotychczas recenzjami ich materiałów zajmował się Ef, przy okazji „Izi.Im.Kurnu-Ki” będzie mała zmiana.

Wałkuję ten krążek odkąd tylko Levi mi podesłał promówkę. Wałkuję i wałkuję i próbuję się do niego przekonać – przyznam szczerze, że idzie mi opornie. Co dziwniejsze, nie powinienem mieć z tym problemu, bo i dlaczego? Na płycie mamy dziesięć kompozycji, będących mieszanką black i death metalu, podanych w dobry sposób. Nie epatują nas tu panowie przesadnym oldschoolem, powiedziałbym wręcz, że całość brzmi dość świeżo. Do tego jest dość dużo elektroniki, no ale jakżeby inaczej, jak za parapetem nakurwia U.Reck. Całość jest całkiem brutalna, a zarazem umiejętnie wpleciono tutaj melodie Słychać z jednej strony korzenie w latach dziewięćdziesiątych, a z drugiej zespół ma świadomość, że jednak mamy XXI wiek. Co więc jest z tym materiałem nie tak? Kurwa, nie wiem. Po prostu mnie nie przekonuje nowy album Neolith, choć go doceniam. Bo nie jest źle, tylko że po prostu najzwyczajniej w świecie mi nie wchodzi. Jakoś przelatuje koło mnie – włączyłem sobie go na przykład do zmywania naczyń i było spoko, ale jak przystąpiłem do uważniejszego odsłuchiwania tego krążka to jakoś nie mogę… Nudzi mnie, czasem denerwuje, a czasem jest po prostu okej. Ta ostatnia opcja ma miejsce przy najbardziej klasycznych, mięsistych black/death metalowych momentach. Po prostu wizja Leviego i tego co on chciałby słuchaczowi przekazać nie idzie w parze z tym, co ja jako słuchacz chciałbym usłyszeć. Wszystko jest zrobione jak należy, jest dopracowane i przemyślane… Może właśnie za bardzo, może właśnie w pędzie za stworzeniem jak najlepszej płyty gdzieś tam zapomniano o spontanie – tak mi się wydaje…

No biłem się z oceną muszę przyznać, patrzyłem na gest osób z Loży, ale nie mogę się przekonać do końca do „Izi.Im.Kurnu-Ki”. Pewnie jeszcze do niej wrócę, może odkryję w niej coś nowego, ale póki co wyżej wała nie podskoczę. Na dzień dzisiejszy jest:

Ocena: 6,5/10

Tracklist:

1. Hear Our Calling  
2. Of The Angel and His Orison  
3. Chariots of the Gods  
4. E.A. Firebringer  
5. Enlil  
6. Ire Thru Fire  
7. Inferludium  
8. One in the Truth and the Truth Is One  
9. Are We the Lost Ones?  
10. Khufu Arise!

 

:

 

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

2 komentarze

  • Niestety ale ta płyta to ślepa uliczka. Doceniam chłopaków i szanuję za wytrwałość w tej niełatwej przecież branży. Ale myślę że po tej płycie łatwiej im nie będzie w żadnej płaszczyźnie. To jest zbyt sterylne zbyt wtórne i zarazem nijakie granie. Starzy wyjadacze porzygają się od tej sterylnej produkcji i nowoczesnych brzmień a młodzi i tak wolą słuchać Behe czy Hate. Musik for nobody !

  • Płyty co prawda nie słyszałem, ale zespół zawsze był wyjątkowo nie ciekawy. Po co oni grają i dla kogo? chyba tylko dla siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *