Neoheresy „Talionis”

Neoheresy - TalionisWydawca: Ritual Execution Productions

Ja to mam niebywałe szczęście do tego jednoosobowego hordu. Ledwie pozbierałem się wewnętrznie po spotkaniu z debiutem, a już mi przyszło odsłuchiwać kolejny krążek kontynuatora Hellveto. Czyli w zasadzie wszystko już jest jasne he he… No dobra, może nie tak do końca jasne i oczywiste.

Otrzymując 2 krążek Neoheresy do odsłuchu miałem nadzieję, że w końcu coś w tej muzyce się zmieni, że jej rdzeń otrzyma nowe szaty, które choć w minimalnym stopniu zmienią muzykę L.O.N.-a na tyle, że będzie ona strawna i postępowa. I jak to ostatnio często bywa, rozczarowałem jak schizofrenik z rozczepieniem osobowości po zażyciu złej dawki neuroleptyków. Ta pozytywna osobowość każe mi oceniać, że “Talionis” jest udanym kontynuatorem debiutu. Bowiem tam gdzie kończy się opowieść na “Noc która dniem się stała” na “Talionis” trwa ona dalej sobie w najlepsze  w odpowiednim natężeniu majestatu i pogaństwa tak rozpierającego dumą i honorem, że od razu chce się śpiewać Mazurka Dąbrowskiego. No i ok, mnie naprawdę to robi i słucha mi się tego fajnie. Rzekłbym nawet z dużym zaciekawieniem. Dużym plusem są choćby partie skrzypiec czy chórki świetnie skomponowane i oddające klimat dramatyzmu nasiąkniętego tak potrzebną tutaj nostalgią i tęsknotą za bitwami, czy też chęcią zemsty za wszystkie krzywdy wyrządzone przez chrześcijan. Jednak wraz z kolejnymi utworami ta druga, bezczelna i wkurwiająca osobowość szepcze mi, że robi się coraz bardziej drętwo, schematycznie i przewidywalne aż do bólu przyrodzenia… Męcząc się przy tym niemiłosiernie, gdy odpali sobie takie “Talionis” na słuchawkach chociażby podczas podróży pkp, która z automatu dzięki temu wydłuża się o kolejną godzinę (jak nie dwie). I bądź tu więc człowieku mądry, a tym bardziej zdrowy na umyśle słuchając tego nowego dzieła. No bo z jednej strony do pewnego momentu na “Talionis” wszystko ze sobą dobrze współgra, ale gdy przychodzi do odsłuchu jego finalnej części powieki stają się ciężkie, niczym miecz obosieczny a muzyka robi się irytująca na tyle, że ostatni utwór na tym krążku staje się niezwykle wymowny.

I przez to jestem w kropce, bo ogólnie materiał nie jest zły, rzekłbym nawet miejscami jest dobry i łatwo przyswajalny. Ma jednak momenty, których nawet i ja przeskoczyć nie potrafię, a co dopiero taki młodzieniaszek jak Ef he he… Jednak dzisiaj ocena będzie nie tyle co za muzykę, a za wytrwałość i konsekwencję, której niektórym muzykom po prostu dzisiaj brakuje, a której L.O.N. ma aż nad to.

Ocena: 7,5/10

Tracklista:
1. Krzyk który zmienił się w wiatr
2. Nie ma prawa…
3. Talionis
4. I choćby noc…
5. Purpurowy błękit
6. Kiedy słońce zachodem wzejdzie
7. Właśnie tam II
8. Zamkniętych powiek czar
9. Zaburza
10. Ceremonia upadku

Autor

327 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *