Nenavist „Nenavist”

Wydawca: Wraith Productions

Jak mówimy o Bułgarii, to mnie raczej nie kojarzy się nic. Ludzie ciut starsi ode mnie ogą ewentualnie wspominać wczasy pracownicze, na które zabierali ich rodzice, o ile byli zasłużonymi pracownikami.

Ale jeśli chodzi o black metal to moja znajomość jest co najwyżej szczątkowa. Wcześniej nawet nie słyszałem nawet o Nenavist (w oryginale pisane cyrylicą). Ich debiutancki krążek poznałem dzięki Wraith Productions. Odsłuchałem wiele razy (przy czym wiele oznacza tu liczbę większą niż łączna suma wszystkich części filmu „Piła”), kilka dni pod rząd i zdanie mam już wyrobione jak krok Jenny Jameson. Odnośnie dzieła Bułgarów nasuwa mi się cytat zaczerpnięty z głębokich refleksji obecnego ministra spraw zagranicznych, mianowicie: „Bieda, kolego…”. Niestety, takie są fakty. Materiał to nie najmłodszy, bo nagrany trzy lata temu, niestety brzmi jak średniej jakości demówka z lat dziewięćdziesiątych. I to bynajmniej nie jest zaleta, bo pozostawia wiele do życzenia. Można brzmieć kiepsko, ale rekompensować to dobrą muzą. Nenavist niestety i w tym temacie nie przoduje. Prosty, w przypływie złośliwości rzekłbym nawet, że prostacki, black metal, zagrany na jedno kopyto, ze śladowym użyciem finezji. Jak się rozpędzą, to tak potrafią kilka minut łupać, jak zwolnią to mulą niczym stara zastava pod górkę. W zasadzie to numery są do siebie bliźniaczo wręcz podobnie, gdzieniegdzie poutykano jedynie jakieś fragmenty, którymi posługują się chyba sami muzycy, żeby rozróżnić poszczególne owoce swej pracy twórczej. I może byłoby lepiej, gdyby nie to pieprzone brzmienie. No, mimo chęci nie ma na czym ucha zawiesić.

Cholerka, szkoda, bo myślałem, że mój pierwszy raz z zespołem z Bułgarii będzie lepszy. O ile mi wiadomo, to kapela wydała z miesiąc temu drugi album. Może tam muzyka się poprawiła, bo „Nenavist” wypada blado.

Ocena: 3,5/10

Tracklist:

1. Black Bile (A Vision)

2. The Triumph

3. Ravenous Graves Await

4. Dead

5. Posthuman

6. Nenavist II
Autor

10993 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *