Negură Bunget „Tau”

Negura Bunget - TauWydawca: Lupus Lounge / Prophecy Productions

Po dosyć długiej przerwie wydawniczej Rumuńska Negura Bunget powraca w końcu z nowym, pełnoczasowym wydawnictwem które jest otwarciem większego projektu. Klawo ? No to czytajcie dalej.

Wydany 5 lat temu “Vîrstele pămîntului”, który to naznaczony piętnem odejścia dwóch istotnych “rdzeni” zespołu (odpowiedzialnego za wokale Hupogrammos’a oraz Sol Faur’a) i chęcią dokończenia kontraktu z poprzednią wytwórnią (włoską Code666) okazał się być średnim wybrykiem Negru i jego nowych współtowarzyszy. Album zrobiony niejako na siłę (trochę jakby Negru chciał udowodnić samemu sobie, że da radę bez filarów) nie miał jednak w sobie tego specyficznego klimatu, który zespół zdążył wypracować chociażby na przezajebistym “Om” czy też nie mniej wybitnym “’N crugu bradului”. Zabrakło tam też miejscami spójności i tego pierwiastka odpowiadającego za przysłowiowe “coś”. Na szczęście wnioski wyciągnięte z błędów przeszłości nie poszły na marne i zwiastująca “Tau” ep’ka wydana półtora roku temu (mowa o Gînd a-prins”) przyniosła świeży powiew wiatrów z nad Karpat Zewnętrznych i nadzieję na to, że będzie – jak to wiekowi mają teraz w zwyczaju mówić – po staremu. Minął więc odpowiedni czas i objawił się nowy twór. I już na samym początku tyleż masywny co niezwykle przestrzenny, otwierający “Tau” utwór “Nămetenie” powiewa  – w końcu ! – tym tak potrzebnym, negurowskim klimatem znanym z wcześniejszych dokonań Rumunów, a którego tak brakowało na wspomnianym “Vîrstele pămîntului”. Muzyka na “Tau” płynie więc tak, jak płynąć od dawna powinna: niczym w horyzoncie zdarzeń odbijającym się od podnóża ludzkiej natury wypełnionej jeziorami emocji. Barwiąc nie ograniczoną przestrzeń na różne odcienie zieleni i brązu spajającego powietrze oraz Ziemię w jedną całość niczym Matka Natura konstruując ludzką postać. “Tau” nie jest przy tym jednak niczym wybitnym w sferze kompozycyjnej (chociaż partie wokalne zdają się być w końcu bliskie ideałowi i barwie Hupogrammos’a), to nie pozostawia jednak wątpliwości, że muzyka tutaj zawarta powraca miejscami do korzeni awangardowców z krainy Vlada Palownika. I jest dzięki temu na “Tau” w końcu miejsce na wspomniany wcześniej klimat (“Urgerea muntelui”), przestrzeń (“La Hotaru Cu Cinci Culmi”), czy chciażby na przebojowość (“Împodobeala Timpului” z gościnnymi partiami gitary zagranymi przez Rune Eriksena), a także wielobarwność („Tarim Vilhovnicesc” z wokalami Sakis’a Tolis’a z Rotting Christ).

W ogólnym rozrachunku “Tau” okazuje się być albumem może nie tyle kompletnym, co niosącym tak pożądany i specyficzny klimat jaki tylko Negura Bunget może wytworzyć. I mam nadzieję, że kolejne części zakrojonej na szerszą skalę “Transylwańskiej Trylogii” będą równie dobre, a może nawet lepsze, co nowe “dzieło” Negru i jego kompanów.

Ocena: 7,5/10

Tracklista:
01. Nămetenie
02. Izbucul galbenei
03. La hotaru cu cinci culmi
04. Curgerea muntelui
05. Tărîm vîlhovnicesc
06. Împodobeala Timpului
07. Picur viu foc
08. Schimnicește

Autor

408 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii... W 33,4% joürnalist a 66,6% drünk bästard...

2 komentarze

  • Poprzednia płyta była dużo lepsza przy tym nudnym pompatycznym balasie. Absolutnie nie idzie się zgodzić z tą recenzją. Nosz kurwa panie, czyś pan ogłuchł…przecież tych pedalskich drętwych klawiszowych pasaży rodem ze Skandynawii lat 90-tych nie da się słuchać…tragedia ! Kandydat do rozczarowania roku.

  • Tak, te klawisze są całkiem klawe, może nie takie jak na „Seen Through The Veils Of Darkness” albo „In the Nightside Eclipse” wiadomych, skandynawskich zespołów, ale zawsze to coś ;] Rozczarowanie ? Nie wrzucajmy tego krążka tak głęboko. Poczekajmy na pozostałe części tego „projektu” i wtedy ocenimy czy faktycznie Negura ma tendencje spadkową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *