Necrosavant „Aniara MMXIV”

Necrosavant - Aniara MMIVWydawca: Kolony Records

…że też muszę się męczyć z takimi ambitnymi wytryskami… sorry dziełami młodych i ambitnych, z dużych ośrodków i pokolenia Ikea… No ale skoro już poczta mnie pokarała tak wybitnym krążkiem jakim niebywale jest “Aniara MMXIV”, postanowiłem poświęcić nieco cennego czasu, co by go rzetelnie dla Was ocenić…

I przyznam, że z początku Necrosavant zdawał się być ciekawym hord(es) z masą pomysłów. W przeciągu 45 minut odbyłem bowiem podróż ku zrozumieniu człowieka, jego ciemnej strony oraz jego bytności w czasie i przestrzeni. Można byłoby więc powiedzieć, że koncepcyjnie jest w pytę (kosmos, pustka, odkrywanie nowych światów… halucynacja, hemoglobina, dwutlenek węgla, taka sytuacja nie?) zwłaszcza, że całość została oparta na poemacieAniara: A Review of Man in Time and Space” szwedzkiego autora Harry’ego Martinson’a, co powinno zaciekawić nawet najbardziej wybrednych purystów beletrystyki. Nie jest jednak okej, gdy przyjdzie nam się zmierzyć ze stroną muzyczną owego krążka. Necrosavant bowiem nie jest wcale taki necro, na jakiego pozuje. Ba! Gra sobie bowiem death/black metal od biedy skrojony wprost dla młodzieży onanizującej się chociażby przy dźwiękach takiej Vesanii czy też Behemotha albo od bólu dupy Decapitated. Lekko dorzucając przy tym swoje pomysły i spostrzeżenia Jonas Martinsson (gość odpowiedzialny za wszystko w tym tworze) ma miejscami przebłyski twórcze i stara się męczyć swą gruchę jak najlepiej potrafi, by choć trochę pokazać jaki to z niego jest oryginalny muzyk. I choć mocno się stara, to mamy tutaj do czynienia z do bólu ogranymi patentami, które prezentują chociażby wyżej wymienione zespoły. Owszem, gdy trzeba, zarzuci fajnym klawiszem, budując podniosłość chwili. Uspokoi ton odpowiednim ambientalnym przejściem. Czy też ustąpi pola łagodniejszej nucie pod postacią kobiecych inkantacji (Gabriella Åström z – sic! – elektrobandu Me The Tiger), by zaraz dobić słuchacza blastem oblanym szwedzkim sosem. Cóż jednak z tego, skoro podczas drugiego odsłuchu, gdzieś w 13 minucie i 34 sekundzie wolałem oglądać popisy wokalno-akrobatyczne które daje Stoya galopująca na koniu swojego sąsiada, niż skupiać się na tym, co właśnie Necrosavant z bólem zwieracza próbuje tworzyć w tle. To dobitnie powinno Wam nakreślić, co na owym krążku znajdziecie. Całość ratować może fakt, że jest to debiut Jonasa (również z…. Me The Tiger), który do pomocy w stworzeniu “Aniary MMXIV” zaprosił również innych kolesiów-wokalistów (w tym Alexandera Högboma z Centinex czy Tobiasa Netzella z ex-October Tide, aktualnie In Mourning), co mogłoby być jakimś atutem. Choć w tym wypadku można ów atut traktować jako ciekawostkę, aniżeli wartość dodatnią owego albumu, który zdaje się być  – parafrazując klasyka – stworzonym na komputerku z kolegami przez gościa, który dziś pozuje w kapturze do zdjęć, a za jakiś czas będzie grał już coś innego. O ile w ogóle będzie chciał coś grać.

Muzycy tworząc inspirują się innymi. W przypadku debiutów, takie wypadki jak “Aniara MMXIV” również się zdarzają i nie ma co się obrażać i pienić. Przebłyski i zdolności mimo wszystko jakieś są, ale zdecydowanie Stoya jest w tym momencie o wiele lepsza. We wszystkim.

Ocena: 4/10

Tracklista:
1. Aniara MMXIV

Autor

447 tekstów dla Chaos Vault

Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *