Wydawca: Non Serviam Records

Borze, intro tego albumu jest tak podniosłe jak przemówienie w podstawówce na rozpoczęcie roku szkolnego. A potem wcale nie jest lepiej…

Nazghor, bo o nich mowa, wyda na dniach swój kolejny krążek. Nie spotkałem się wcześniej chyba z ich twórczością, pomimo że jak widzę kapela wydaje albumy rokrocznie. Ale jakoś nigdy nie interesował mnie drugoligowy black metal, który do tego znalazł się w rzeczonej drugiej lidze jedynie dzięki dziwnemu zbiegowi okoliczności. Bo jak słucham sobie „Infernal Aphorism” to zastanawiam się kto kupuje ich albumy, poza rodzinom i znajomymi. Ci Szwedzi sprawiają, że black metal przestaje być zły, przesiąknięty śmiercią i destrukcją, a jest miłym dla ucha relaksem po pracy w korpo. Ubranym w kolorową okładkę i ładne brzmienie. Pamiętam nawał takich wydawnictw jakieś 15 lat temu, kiedy to kapelki pokroju Crionics czy wynalazków z Metal Mindu było na pęczki a każdy chciał być black metalowcem i myślałem, że to już umarło… A tu nie, nadal dostaję promówki z melodyjnym black metalem, leciutkim i wymuskanym jak plastikowe kolce ze zdjęć. To co słyszę na tym albumie nawet mnie nie rozczarowuje, bo po okładce byłem już mniej więcej nastawiony na to, czego się powinienem spodziewać i cóż – nie przeliczyłem się niestety. Melodyjny black metal, który chce być zły i niedobry, a wygląda ostatecznie jak wkurwiony ratlerek, obszczekujący świat z torebki swojej pańci.

Proszę to ode mnie zabrać. Zapuszczam nowy In Twilight’s Embrace. Dobranoc.

Ocena: 3/10

Tracklist:

1. Opus Profanus
2. Malignant Possession
3. Decretion at Eschaton
4. The Darkness of Eternity
5. Deathless Serpent
6. Rite of Repugnant Fury
7. Ephemeral Hunger
8. Spawns of All Evil
9. Absence of Light
10. Infernal Aphorism