n

 

Wydawca: Via Nocturna

Nie byłem szczerze powiedziawszy specjalnie pozytywnie nastawiony do zrecenzowania czwartej płyty tego zespołu. Z drugiej strony nie byłem jakoś bardzo na „nie”, chociaż podskórnie wyczuwałem, że nie jest to płyta dla mnie. Po zapoznaniu się z tym przeszło 42 minutowym materiałem, mogę napisać jedno. Bolą mnie od niego ramiona.

Od czego pytacie? Od wzruszania nimi w geście „jest to mi zupełnie wszystko mam to w dupie”. Myślę, że naszego dzisiejszego bohatera można spokojnie pozostawić w szufladzie z napisem „Kmiołek bands”. Pamiętacie mniej więcej co wydawało Empire Records? Płyty z jednego wzoru dla nikogo i w zasadzie o niczym (poza nielicznymi wyjątkami). Średnie po prostu. Do szybkiego zapomnienia.  Ale do gazety dawali. „Machine of Creation” zarejestrowane zostało w Hertzu (a jakżeby inaczej). Firma Empire się wzięła i zamknęła, więc Naumachia ma już innego wydawcę. Gościnnie na płycie udzielił się między innymi Urbaś (napisał też zresztą teksty). Może go pamiętacie. Musiał być pierwszy z Markowską. Sama muzyka to niezwykle melodyjny death z pewnymi blackowymi naleciałościami. Na to wszystko wylano wręcz hektolitry elektroniki (odpowiedzialny za nią jest Piotrek z ARS – pewnie kolejny sell point). Nie jest ona nawet specjalnie przesłodzona, a może po prostu ciężar gitar to nieco przysłania. W sumie to zrobiona jest z klasą i pomysłem. Wiecie, tworzy płaszczyzny, buduje wielowymiarowy przekaz, którego taki prostak jak ja nie zrozumie. I jak tak szczerze powiedziawszy nie ogarniam tej płyty. Kumam, że panowie włożyli pewnie sporo pracy w nią. Dzieje się tutaj dużo, temu nie zaprzeczę. Pewnie kochają to swoje dziecko, no bo jakżeby inaczej. Możliwe nawet, że uznają to co napiszę, za bezpardonowy atak chuja co sam pewnie grać nie potrafi. Tylko to naprawdę jest materiał średni. Pod tą elektroniczną powłoką jest pusty. Nie wiem jak w Polsce wygląda ilość fanów takiego plumkania. Wydaje mi się, że już wymarli. Chociaż z drugiej strony na koncerty takiego dajmy na to Thy Disease ktoś tam jeszcze przychodzi. Może w Norwegii – gdzie zespół teraz siedzi – jest lepiej. Gdybym miał tytułem podsumowania płyta wymienić zalety, to wspomniana elektronika jak ktoś lubi i wałek, którymi płyta się promowała. Można usłyszeć wokale Covana z ponoć nienagranej płyty  Athropia Red Sun (sell point numer kolejny).

Zaryzykuję twierdzenie, że jeśli płyta ta trafi gdzieś w distra, to będzie spełniać rolę krążka na wiecznej promocji. Może gdyby wyszła w pierwszej pięciolatce tego wieku.

Ocena: 5,5/10

Tracklist:

01.Aging Sun
02.Multiple Personality
03.Scorched Earth
04.Dawn of Man
05.Primal Instinct
06.Terror Machine
07.Lost
08.Destroyers
09.Frag-men-ted
10.Amnesia