Naildown „Dreamcrusher”

Wydawca: Spinefarm Records

Krótki kurs z cyklu „Zrób to sam”. Bierzemy zwierzę, za którym nie przepadamy, dla przykładu może to być pingwin. Ostrym narzędziem rozcinamy mu brzuch, tak byśmy mieli łatwy dostęp do wnętrzności. Wyciągamy je. Bierzemy butelkę oleju do smażenia. Wnętrzności oraz olej przywiązujemy do walca drogowego. Ruszamy pod górę. Teraz widzimy jak ciągną się przysłowiowe flaki z olejem. Chcecie łatwiejszy sposób, aby przeprowadzić tę obserwację? Bierzecie płytę fińskiego Naildown – „Dreamcrusher”. Włączacie i słuchacie. I co? I również ciągnie się to jak flaki z olejem. Tyle tytułem wstępu.

Naildown gra melodyjny death metal. Już za samo nazwanie swojej muzyki death metalem (nawet z przymiotnikiem „melodyjny”) taki Tomasz z Throneum czy Bart z Azarath oskórowaliby chłoptasiów z Naildown i posypali solą. Muzyka tego zespołu jest bowiem słodka jak czekolada Wedla. Finowie grają w stylu In Flames czy Children Of Bodom. Jest tu masa słodkich melodii, solóweczek i pseudo – zadziornego wokalu Daniela Freyberga. Utwory są proste jak konstrukcja cepa, oparte na schemacie: ostra gitara, zwolnienie i słodki refren, ostra gitara, zwolnienie i słodki refren i tak w kółko. W refrenach wchodzą jeszcze śpiewane czystym głosem partie, które kojarzą mi się z… Linkink Park (patrz: piosenka tytułowa). Oczywiście nie byłby to prawdziwy melodyjny death metal, gdyby nie klawisze, jakby żywcem wyciągnięte z jakiegoś Nightwish, a jak wiadomo klawisz jest w metalu nieodzownym instrumentem, hehe. No ale mi naprawdę nie jest do śmiechu słuchając „Dreamcrusher”. Gdy piszę te słowa, płyta leci w odtwarzaczu już któryś raz, bo próbuję doszukać się jakichś elementów, które sprawią, że popatrzę na Finów bardziej przychylnym okiem. Ale jak mam to zrobić, gdy w słuchawkach pobrzmiewa mi właśnie „Lame” – od tego lukru lepi się już cała klawiatura, a na nowy komputer mnie nie stać niestety, więc jeśli zacznie mi szwankować, to niechybnie przez tych muzykantów. Nie mogę jednak odmówić im braku umiejętności technicznych, bo grają poprawnie. Ale gdy już pojawi się jakiś fajny patent, (bo jednak kilka ich się tu znalazło) to po kilku sekundach muszą wszystko położyć, bo zaraz po nim pojawi się również ultrasłodziuteńka solóweczka, albo zwolnienie nachalnie kojarzące się z new metalowym shitem tudzież refren tak melodyjny, że spokojnie mógłby znaleźć się na płycie Szymona Wydry. Tak jakby Naildown robił co mógł, żeby mi się nie spodobać. I niestety wychodzi im to bardzo. Ta płyta mnie męczy. Gdy tylko skończę tą recenzję, to na 100% do niej nie powrócę. Jak nadmieniłem na początku, ciągnie się to jak flaki z olejem, a ja słuchając zerkam tylko czy to aby już ostatni numer. A przecież w metalu nie o to chodzi! Płyta metalowa nie może dać Wam czasu na zastanawianie się, czy to już ostatni kawałek. Nawet taki album jak „Something Wild” Children Of Bodom, na który chłopcy z Naildown niechybnie się zapatrzyli, mimo dużej dawki melodyki, wchodzi przyjemnie i mogę go raz na jakiś czas posłuchać z własnej, nieprzymuszonej woli. Niestety, nie mogę tego powiedzieć o zespole z tego samego kraju, ba – z tej samej stajni, co Alexi i reszta Dzieciaków z Bodom.

Na swojej stronie Naildown pisze, że są nowym oddechem w metalowym holu sławy. Piszą też, że na nowym albumie, czyli właśnie recenzowanym „Dreamcrusher”, znajduje się masa brutalnych tsunami-riffów. Nie wierzcie im, bo to najzwyklejsza megalomania
i konfabulacja. Na ten kawałek plastiku pieniądze mogą wydać tylko i wyłącznie fani metalu spod znaku In Flames i Children Of Bodom, o ile wcześniej nie ściągną go z sieci. Jedynie tytuł płyty może być dla członków Naildown proroczy. Bo jeśli nie zmienią swojej muzyki i nie włożą w nią trochę serca, tak by przykuć uwagę słuchacza, to ich marzenia o „metalowym holu sławy” zostaną brutalnie zmiażdżone. Choć patrząc na to, jakie są gusta dzisiejszej nastoletniej siły nabywczej, zastanawiam się, czy aby Naildown nie stanie się kolejną gwiazdą metalowych magazynów, takich z młotkiem w tytule.

P.S.: W czasie pisania tej recenzji nie ucierpiał żaden pingwin. Cierpiał zaś osioł piszący te słowa, hehe.

Ocena: 3/10

Tracklist:

1. Dreamcrusher
2. Judgement Ride
3. Lame
4. P.I.B.
5. Silent Fall
6. Like I’d Care
7. Deep Under the Stones
8. Save Your Breath
9. The New Wave
Autor

10190 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *