Wydawca: Nordvis Produktion

Rzut oka na okładkę i nazwę zespołu i już miałem ułożoną w głowie recenzję. Taki ze mnie wróż Jakub.

No ale powiedzcie sami, czy zespół, który przybrał za nazwę Nachtzeit, a na okładce ma jakieś okno w czarnych barwach może grać coś innego niż black metal? A do tego jest to black metal z nurtu tych burzumowych epigonów, których od zajebania jest na scenie. Nachtzeit porusza się właśnie w klimacie pogańsko – depresyjnym (czasem jednak trudno jest rozróżnić te dwa nurty), co to sobie płynie z głośników jak (do wyboru) pogański strumień lub krew z otwartych żył. Do tego obowiązkowy rozwrzeszczany, histeryczny kruk – anorektyk oraz gitary a’la komar nad uchem o trzeciej czterdzieści w nocy. Tak naprawdę to nic nie pamiętam z tego krążka, poza tym co właśnie przytoczyłem. Czteroutworowa EPka w ogóle nie zaznacza mi się w pamięci, poza przytoczonymi powyżej skojarzeniami. Tak naprawdę to w roku pewnie ukazuje się setka takich wydawnictw, a każde jest mi potrzebne w podobnym stopniu (czytaj: znikomym). Cały materiał nagrano na jedno kopyto, jedynym wyróżniającym się fragmentem jest klawiszowy przerywnik – „Over Myrk Och Mark”, ociekający inspiracjami Dauði Baldrs”. A po nim znów jednostajne patataj.

Nie wiem, nie dla mnie ta muzyka i nawet mając szczere chęci – nie za bardzo mam tu co wyłowić, żeby jakoś tę ocenę podciągnąć. Zwykły, przeciętny melancholijno/depresyjny black metal.

Ocena: 5/10

Tracklist:

1. Ett fjärran minne
2. De färdas genom natten
3. Över myr och mark
4. Där allting har sin början