My Dying Bride „A Map Of All Our Failures”

 

Wydawca: Peaceville Records

W jednym z wywiadów Aaron Stainthorp, zdradził tajniki swojej pracy. Koncepcje utworów i teksty My Dying Bride powstają w domowym zaciszu – nocą przy czerwonym winie i świecach: „muszę najpierw zadbać o atmosferę, a potem mieć nadzieję, że za nią przyjdzie pomysł. Czasem po prostu kończy się na tym, że się spiję, ale kiedy indziej teksty naprawdę zaczynają płynąć i mogę napisać kilka utworów w jedną noc. Im tańsze wino, tym lepiej Staram się znaleźć jakiś straszny żur i pomagam sobie nim, bo to chyba lepiej działa. Smakuje jak syf, ale działa”. Słucham od jakiegoś czasu albumu „A Map Of All Our Failures” i zastanawiam się, czym Aaron raczył się tym razem?

Bogaty dorobek ma grupa My Dying Bride i każdy szanujący się fan tej formacji potrafi wskazać album, który jest dlań magnum opus twórczości Brytyjczyków. Ile będzie osób – tyle pojawi się racji, wzorców i przyporządkowań. Biorąc pod uwagę ten fakt, chciałem potraktować najnowsze wydawnictwo grupy w możliwie maksymalnym oderwaniu od przeszłości, a także własnych oczekiwań. O odwołaniach do dawnych albumów poczytajcie w dowolnej, innej recenzji. Tu zaś skupimy się na kilku innych sprawach.

Niegdyś koncerty symfoniczne w Londynie przeciągały się do północy, wskutek czego większość słuchaczy zasypiała ze znużenia. By temu zaradzić Józef Haydn skomponował symfonię, której andante zawierało nieoczekiwane głośne uderzenie w kotły. Efekt był piorunujący – przy pierwszych uderzeniach drzemiące towarzystwo zrywało się na równe nogi. My Dying Bride na „A Map Of All Our Failures” stosuje podobny zabieg. W swój często jednostajny i monotonny muzyczny krajobraz wbudowuje elementy wybijające z zadumy. Taką rolę pełnią tu zmiany tempa i brutalizacja wokali (znakomity „Hail Odysseus”, „Kneel Till Doomsday”), nieliczne solówki, czy dysonansowo brzmiące skrzypce. Te ostatnie, wyczekiwane przez wielu jako zwiastun powrotu do starego grania przesadnie nie porywają. Po prostu spełniają swoją podstawową funkcję – Shaun MacGowan podkreśla wiodący temat melodii i pogłębia nastrój melancholii. Niestety obyło się bez większego zaskoczenia. Partie skrzypiec powalają oczywistą oczywistością jak w „Within The Presence Of Absence” lub sztucznie ckliwą barwą („A Map Of All Our Failures”). Mam wrażenie, że szwankuje przede wszystkim ich selektywność (słyszalne są przydzwięki). Tak naprawdę w tym temacie interesujące są wspomniane już dysonanse („A Tapestry Scorned”) oraz piękne wybrzmiewanie w „The Poorest Waltz”.

Wyczytałem ostatnio, że nowoczesny doom gra się posępnie, w gitarowych wolnych i średnich tempach, z wykorzystaniem organów Hammonda, orkiestracji i chórów. Jako dodatki – jeszcze rozumiem, być może jest to forma przewietrzenia konwencji, tylko czy ktoś oczekuje takiego grania od My Dying Bride? Na szczęście wspomniane elementy występują incydentalnie i pojedynczo, gdzieś pomiędzy charakterystycznymi wolnymi motywami gitar i przedłużonych do granic (rodem z walcowni) riffów.

Nie bez powodu przywołałem na wstępie cytat opisujący muzyczny warsztat wokalisty zespołu. Brakuje mi atmosfery, słuchając „A Map Of All Our Failures” nie mogłem pozbyć się wrażenia pewnej sztuczności emocji, których nośnikiem jest ten album. Moje wrażenie pogłębiają te wszystkie wymruczane, „przegadane” i silone linie wokalne, które nie zawsze są adekwatne do muzyki (wyczytałem gdzieś, że są „gotyckie” – w sensie strzeliste?). Swoje trzy grosze wtrąca melancholijny i nieco monotonny klimat albumu. Może Aaron trafił tym razem na dobre wino?

Ocena: 7/10

Tracklist:

01. Kneel Till Doomsday
02. The Poorest Waltz
03. A Tapestry Scorned
04. Like A Perpetual Funeral
05. A Map Of All Our Failures
06. Hail Odysseus
07. Within The Presence Of Absence
08. Abandoned As Christ

 

Autor

3 tekstów dla Chaos Vault

2 komentarze

  • Ku^wa, sprawdziłem jeszcze raz, czy są te deysonanse, wybrzmiewania i inne huje-muje. Są, w życiu sam bym na nie uwagi nie zwrócił.

  • Bardzo jałowa płyta …wleciała jednym uchem wyleciała drugim niczym Sejmowe postulaty o związkach partnerskich. Posłankę Grodzką na wokale, biedronia za perkusję(on lubi pałki)i będzie gites.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *