Mordhell „Suffer in Hell”

Wydawca: Pagan Records

Wyobraźcie sobie na chwilę, że Chaosvault nie jest Kejosem, ale dajmy na to portalem z słowami „metal” i „news” w nazwie przeznaczonym dla 15-letnich metali, którzy dali by sobie wszystkie naszywki z plecaka zedrzeć za to, że King Diamond to wokalista zespołu o dźwięcznej nazwie Metallica. Wtedy recenzja drugiego krążka Mordhell wyglądałyby zapewne mniej więcej tak…

„…Jest to moja pierwsza styczność z chłopakami z Mordhell i na początek powiem tylko: fajny image. Te krzyże, pasy z nabojami ( po ulicy też tak chodzicie? Hi hi hi). Wszystko super. Niestety nie podoba mi się Wasza muzyka. Kto tak w ogóle gra??? Zacznę od najważniejszej rzeczy w metalu XXI wieku – brzmienie. Strasznie niedbalstwo w waszym wykonaniu. Odróbcie uważnie lekcje i posłuchajcie jak brzmią nowe płyty Dimmu Borgir, Children of Bodom, czy chociażby polskiego The Sixpounder (moc, walec a u Was?!?!). Muzykę macie bardzo prostą opartą tylko o parę riffów. Nie wiem czy wynika to z braku umiejętności, czy po prostu brakuje Wam pomysłów. Nawet nie wiem do czego tę muzykę porównać, bo nie słyszałem, żeby ktoś tak grał. No chyba, że ktoś kto nagrywał przed 2003 rokiem, pamiętnym dla mnie bo wtedy metal stał się siłą trzymająca mnie przy życiu (Soilwork „Figure Number Five” forever!!). Na siłę macie trochę z punka, ale ja w ogóle tego nie rozumiem, bo przecież oni są brudasami i mamy ich nie lubić. Dalej wokalista. No strasznie ryczy, jakby normalnie śpiewać, czy growlować nie potrafił. A tytuły utworów to już jakaś masakra. Nie no na przykład taki „Smell of burning skin” jest wdechowy, ale kurde obrażać kogoś, że wierzy w Boga, to już trochę nie jest fajne. Podsumowując nie podoba mi się Wasza płyta i nie wróżę Wam kariery…”

Na szczęście Chaosvault jest Kejosem i my się tu znamy na muzyce, wiemy również, że metal zaczął się kapkę wcześniej niż pod koniec lat 90. Drugi krążek Mordhell to pozycja dla wszystkich tych, którzy czczą Celtic Frost, Karpatki, Darkthrone, oraz wiedzą kto rządzi i dlaczego właśnie tak jest. Obskurny metal pełną gębą. Dychy nie dam, bo trzymam dla kogo innego.

Ocena: 9/10

Tracklist:

01. Smell of Burning Skin

02. Alcoholic Titfuckblast

03. You are my fucking Pornostar!!!

04. Torment till Death

05. I Shit on Your God

06. Graveyard Fuck

07. Shut up Cunt

08. Princess-Faeces

09. Destroy Yourself

10. Shit Blood an Metal Black

11. Suffer in Hell

12. Dechristianize

13. Possessed by Alcohol

Autor

3638 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

2 komentarze

  • Zdecydowanie najsłabszy album grupy. Utwory krótkie jak zwykle, ale moim zdaniem bez pomysłu, jeden podobny do drugiego. Dużo tu punk’a czy wręcz rock and rolla. Nie twierdzę, że to źle, płytę da się posłuchać, chociaż żadne utwór nie zapadł mi w pamięć, po pierwszym przesłuchaniu (a tak np. było przy cut yourself…, gdzie riffy i porykiwania z otwierających płytę „dead woman fucker”, „hangman i „fucking christian whore” wryły się w banię od razu).

    Kto oczekuje pierdolnięcia, jak na „Cut yourself and die” czy „Grim, old and evil” będzie rozczarowany. Ja jestem. Płycie nie pomaga słaby (celowo lub nie) mastering. Wcześniejsze płyty były bardziej „czytelne”. A tutaj dźwięk płaski i zamglony, a jednocześnie trochę mu daleko do pierwotnych, chropowatych piwnicznych nastrojów rodem z Norwegii. Osobiście wolę słyszeć to, czego słucham.

    Panowie z Mordhell sami sobie powiesili wysoko poprzeczkę poprzednimi produkcjami. Albumem „Suffer in hell” już jej niestety nie dosięgnęli.

    6/10

  • Kwestia gustu rzecz jasna, moim prywatnym zdaniem krążek jest naprawdę okej, chociaż nie ukrywam, że na ocenę może mieć wpływ fakt tego, że słuchałem tej płyty po paru, naprawdę muzycznych gównach, więc łaknąłem normalnej muzyki jak kania dżdżu. ; ]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *