Morast „Il nostro silenzio”

Wydawca: Totenmusik

To jest mój pierwszy kontakt z Morast, pomimo że panowie wydali właśnie drugą płytę, zaś debiut chyba nawet u nas został zrecenzowany. I nie wiem, doprawdy nie wiem, czemu nie poznałem się z nimi wcześniej.

Bo muzyka znajdująca się na „Il nostro silenzo” wpasowuje się w moje gusta bardzo. Lubię, gdy za muzyką stoi coś więcej niż tylko zwykła napierdalanka, a sześć numerów na tym krążku dobitnie tego dają mi doświadczyć. Przede wszystkim Niemcy znakomicie kreują nastrój. Muzyka jest ciężka, ponura, a przy tym bardzo efemeryczna. Zespół operuje na przecięciu gatunków – doom/death metal miesza się z black metalem w bardzo nieoczywisty sposób. Pierwsze skojarzenie ucieka w stronę wczesnego Tiamat. A ja wczesny Tiamat uwielbiam. Do tego tu i tam wydaje mi się, jakby swoje piętno na muzyce Morast odcisnął Bölzer. Te dźwięki nie są brutalne, pomimo że są bardzo intensywne, głębokie. Płyną wolno, ale nad nimi unosi się cały czas wrażenie niepokoju. Słuchacz podskórnie czuje jakieś napięcie, niepewność. Podoba mi się też produkcja tego materiału – surowa, nawiązująca do doom/death metalowych produkcji z lat dziewięćdziesiątych, właśnie w stylu wspomnianych Szwedów czy Anathemy. No świetnie się tego słucha, sam już któryś raz obracam ten album i wcale nie mam dość.

Stąd też biorę na swoją odpowiedzialność wszelkie rekomendacje pod adresem Morast. Może nie będzie to top w tym roku, ale bardzo mocna pozycja wydawnicza.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. A Farewell
2. Cut
3. Il nostro silenzio
1. RLS
2. Nachtluft
3. November
Autor

11272 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *