Moanaa “Descent”

coverWydawnictwo własne / facebook.com/Moanaaband

Na wstępie sprostowanie. Ja wiem, że z podejściem do tego materiału szykowałem się jak Lepper do krępulca (od listopada bodaj), ale uzasadnienie jest po prostu tyleż banalne, co prostolinijne: nie miałem chęci na tego typu granie. Przesyt takim dźwiękami wziął górę nad wszystkim i ni jak nie chciał odpuścić. Ów przesyt w końcu jednak minął i nastała chwila zwątpienia egzystencjalnego, a wraz z nim butelka czegoś mocniejszego do zrobienia (jak zwykle he he). Oczywiście przy dźwiękach generowanych przez Moanaa.

“Descent” jest debiutem 5 osobowego bendu pochodzącego z Bielska-Białej (w chwili gdy piszę te słowa, zespół rozstał się z wokalistą Maciejem). Materiał ten jest nader mocny i bardzo emocjonalny, intensywnie oddziałuje na słuchacza i jego rejestry słuchowe. W zasadzie już od pierwszych taktów “Descent” kołysze trzewia za sprawą charakterystycznie strojonego basu, silnie pulsujących gitar oraz wokaliz rozbitych na dwie barwy (tej czystej i tej bardziej wściekłej). Zarysowany klimat post metalu i elementów atmosferycznego sludge (“Lost In The Noise”) miesza się na “Descent” z sennością i narastającym niepokojem wewnętrznym. Miejscami narzuca plamy względnego spokoju i równoważenia emocji (świetny “…Mills” i kołyszący “Lit”). Moanna buduje klimat nadzwyczaj sprawnie, rozpisując odpowiednie etapy konsekwentnie, przy tym podnosząc ciśnienie wytworzone przez dźwięki płynące nurtem emocji budujących pejzaże przemijania (minimalistyczne przejście pod postacią “Ion…”). Zespół więc całą swoją siłę koncentruje przede wszystkim na budowaniu odpowiedniej atmosfery, skupiając się na instrumentarium, a dopiero potem nakłada na to odpowiednie barwy wokaliz, które niosą emocje. Łez smutku i wyższej matematyki oczywiście tutaj nie znajdziemy, ale zdarzają się miejsca, gdzie Marcel (perkusista) musi mocniej popracować na bębnach a wokaliści (Maciej i K-vassBlindead, Sigihl) dosadniej wyrzucić z siebie emocje. Dzięki temu “Descent” staje się albumem nie tyle odkrywczym, co jasno określającym charakter muzyki prezentowanej przez Moanaa.

Żałuję, że mocniej nie zapoznałem się z tym albumem jeszcze przed końcem zeszłego roku. Zdecydowanie album ten znalazłby się w zestawieniu debiutów roku. Bowiem Obok takiego Fleshworld, Moanaa pokazuje, że atmosfera może być budowana w bardzo emocjonalny sposób, przy użyciu minimalnych środków.

Ocena: 8/10

Tracklista:
1. Sunset Growing Old
2. Repulsive
3. Lit
4. Zero
5. Lost In The Noise
6. Ion…
7. …Mills
8. Away

Autor

428 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii... W 33,4% joürnalist a 66,6% drünk bästard...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *