Mistery Cold „God Save the Guns”

Wydawca: Chronos Productions

Mistery Cold to zespół który powstał dwa lata temu w Szwajcarii. Kraju w którym zegarki się nie spóźniają, a polscy politycy trzymają swoje ciężko zarobione pieniądze. He he. No pożartowaliśmy, ale przejdźmy do meritum.  Patrząć po składzie zespołu, od raz w oczy rzuciło mi się nazwisko Rössli. Myślę sobie:  nie może być, że to wokal z Sadness. Okazało się,  że dobrze mi się wydawało. W Mistery Cold pan Steff również jest gardłowym. Ale dość o personaliach.
Według informacji zespół gra coś co określa jako dark/gothic metal. Okej, nie będę się kłócił. Tak sobie nazwali tego będziemy się trzymać. Ja to widzę tak. Nieważne co grają, ważne, że bardzo dobrze im to wychodzi. Co ciekawe przez te 16 minut dzieje się tu więcej niż na niejednej płycie trwającej 50 minut. Na początek zaskoczenie, pierwszy utwór,  zaczyna się chóralnym zaśpiewem,  a potem gładko trochę stonera, trochę wokali i gitar kojarz±cych się z hardcorem. Potem nagle jakbym słyszał Ozziego. I na tym polega urok tej płyty. Mistery Cold miesza w tyglu wiele gatunków, z obrzeża rocka i metalu. I robi to w sensowny, przemyślany pomysł.  Ba, nawet te motywy gotyckie, które ograniczają się do wycia pani, mi nie przeszkadzają. Utwór tytułowy, który kojarzy się bez wątpienia z Sex Pistols (ciężko, żeby inaczej ;] ), to takie punkowe granie znowu z chórkami w tle. I kurde, musze przyznać, fajnie to brzmi. Trzeci i zarazem ostatni kawałek, najbardziej przypomina gothic, ale po raz kolejny Steff pokazuje zafascynowanie Ozzim. Dodam jeszcze, że nie ma tutaj szaleńczych temp, bo takowe potrzebne nie są. Kawał, czy raczej kawałek zważywszy na ilość utworów, dobrej muzyki. Z niecierpliwością będę oczekiwał całego albumu, o ile taki się ukaże, bo oczywiście na obecną chwilę nikt się zespołem nie zainteresował. Ot, standardowa sprawa jeśli chodzi o nowe zespoły metalowe (mimo, że jednak ze znaną personą w składzie).

Nie podoba mi się okładka. Strasznie mi się nie podoba. Jakieś oko, po co to komu. Ale to moje prywatne, że tak powiem, prawie zawodowe, zboczenie. Okładka musi współgrać z muzyką, z konceptem płyty. A tu według mnie, tak nie jest. Ważne natomiast, że demo mi się spodobało. Jestem na tak.

Ocena: 7/10

Tracklist:

01. The Elephants Of The Dawn
02. God Save The Guns!
03. Lights And Shadows
Autor

3656 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *