Mephorash “1557 – Rites of Nullification”

Mephorash - 1557- Rites of NullificationWydawca: Odium Records

A to ci ciekawostka. Nie wiem co popchnęło Odium Records do wydania tego hordu, ale można powiedzieć, że Olsztyn wiedział jak wydawał (przynajmniej tak mu się wydaje).

Warto zacząć od tego, że jest to moje pierwsze spotkanie z tym tworem. Robiąc rozeznanie w temacie osłuchałem parę wcześniejszych kawałków odnalezionych gdzieś w czeluściach cyfrowego szamba, a które prościej mówiąc, nie powaliły mnie na kolana. Optymizm jednak we mnie nie zgasł i ochoczo wziąłem się za odsłuch 3 krążka Szwedów. I już otwierający utwór “Riphyon – The Tree of Life Putrescent” nakreślił mi ścieżkę jaką owy band stara się podążać. Na “1557 – Rites of Nullification” odnajdziemy bowiem fascynację daleką Grecją z pod znaku chociażby takiego Sceptic Flesh czy też Nightfall, a nawet i bliższą nam Norwegią z pod znaku… Dimmu Borgir. I ni jak przez wszystkie te odsłuchy nie mogłem się temu wrażeniu oprzeć. Czy to od początku, od końca, czy też nawet od środka czy połowy trwania utworu, wszystko brzmiało mi dziwnie znajomo i podobnie. Owszem, koncept muzyczny (satanizm, czarne msze – standardzik), a także kompozytorski na “1557- Rites of Nullification” jest jak najbardziej spójny i jak najbardziej na swoim wysokim poziomie. Muzyka jest tutaj miejscami wręcz majestatyczna, agresywna i klimatyczna zarazem (“Phezur – Dissolving The Sea of Yetzirah”). Gitary brzmią tutaj potężnie, a perkusja bije blasty w odpowiednich momentach. Nie mniej wszystko jest tak oklepane, że aż miejscami wręcz nudnawe, by nie powiedzieć, ciężko strawne. Co może dziwić zwłaszcza, że całość została stworzona przez ludzi, którzy udzielali się w takich bandach jak Ofermod, Malign czy też Hetroertzen, które to słabymi składami przecież nie są. Nie wiem, po prostu jestem w kropce jeśli chodzi o takie granie. Granie, które owszem czasami lubię przy luźniejszym piwku, ale nie koniecznie w takiej formule, jaką przygotowało Mepgorash.

Ni to zajebiste, ni to chujowe. Takie skrojone pod dzisiejsze czasy. Z dużą dawką energii, czarciej mocy i mięsa z postępującą martwicą, które z pewnością zostanie łyknięte przez młodzieńców z mchem pod nosami i ich pryszczate niewiasty. Na jedną nóżkę, bo na drugą to już może być za mało (albo za dużo jak kto woli).

Ocena: 6,5/10

Tracklista:
1. Riphyon – The Tree of Assiyah Putrescent
2. Phezur – Dissolving The Sea of Yetzirah
3. Cheidolun – Breaking The Blade of Beriah
4. Berberioth – Vandalising The Throne of Atziluth

Autor

386 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii... W 33,4% joürnalist a 66,6% drünk bästard...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *