Mental Horror „Blemished Redemption”

Wydawca: Empire Records

Jesteśmy przyzwyczajeni, że jak pada hasło ”Brazylia”, to zazwyczaj mamy do czynienia z rozpierdolką na totalnie niszczącym poziomie, bądź bliskim temuż. Dlatego z zadowoleniem przyjąłem wiadomość, że do jednego z periodyków dodana będzie płyta zespołu z tego kraju. Oczywiście chodzi mi tu o „Thrash’em All”, który ostatnimi czasy bardzo się stara i nie wciska nam wraz z gazetą jakiś ciulówek. Dobrą passę podtrzymano i tym razem, możemy się więc cieszyć trzecią płytą Mental Horror.

Od razu zaznaczę, iż „Blemished Redemption” została wydana ponad pół roku temu nakładem Mutilation Records, jednak w Polsce dostępna jest dopiero od kilku dni. Ale jak to mówią mądrzy ludzie, lepiej późno niż wcale. Zwłaszcza, że płyta to konkretna i nie jednego fana brutalnego górzańska ucieszy. Ale po kolei, zacznijmy od okładki. A ta jest przednia, naprawdę! Ja wiem, że na tym małym piździku obok nie wiele widać, dlatego zachęcam do zaopatrzenia się w płytę. Po rozłożeniu dostajemy okładkę doskonale wykonaną pod względem graficznym, ale i koncept jest niczego sobie, jak skrzyżowanie Boscha z Dalim. Świetne, naprawdę świetne. Gdy już nacieszymy oczy front coverem najwyższy czas wrzucić płytę do odtwarzacza, by i narządy słuchu mogły sobie użyć. No i gdy tylko naciśniemy Play, spadnie na nas lawina death metalowych dźwięków na zajebiście wysokim poziomie. Brutalny, intensywny death metal, jak przystało na zespół pochodzący z kraju Ronaldo swoją potęgą wciśnie Was w glebę po czubek głowy. Opętane tempa, szalone riffy, cały czas do przodu, cały czas agresywnie. I możecie mi wierzyć, nie ma w tej agresji nic z pozy, czy udawania. Tych czterech facetów robi za pomocą swoich instrumentów masakrę godną brazylijskiej sceny. Że rzucę tylko takie nazwy jak Krisiun, Nephasth czy Rebealliun. Mental Horror może spokojnie stanąć z tymi kapelami w jednym rzędzie. Sama muzyka charakteryzuje się połamaną strukturą riffów, zmianami tempa (z szybkiego na bardzo szybkie, zaledwie czasami jest trochę wolniej, na marszową modłę, vide „Denying The Scars”). Gitarzyści mają zresztą świetnie opanowany warsztat, mogą sobie więc pozwolić na ściganie się z cieniem, a solówki na „Blemished Redemption” to normalnie miód na moje uszy. Fachura. Podobnie garowy wali w swój zestaw z częstotliwością serii z karabinu maszynowego, co mnie nie dziwi wiedząc, że praktykował w nieodżałowanym Rebealliun. Zwierzę, nie człowiek. Cały kwartet zresztą można określić tym zaszczytnym mianem, chętnie zobaczyłbym ich na żywo, bo to musi być istne piekło na scenie. Dziesięć kawałków plus intro (swoją drogą bardzo ciekawe, bo na zakończenie albumu mamy solówkę w wykonaniu Adriano Martini, co wypada o wiele lepiej, niż jakieś pseudo mroczne outro, dominujące w 90% albumów metalowych) mija bardzo szybko, a słuchacz siedzi jakby właśnie nad jego domem przeszła wichura z gradobiciem i zabrała wszystko, od dachu, po fundamenty.

Mental Horror nie wnosi nic oryginalnego do gatunku, ale nawet tego po nich nie oczekiwałem. Chciałem dostać porządny wykurw made in Brazil i dostałem. Łeb mi urwało, połamało kości, a ja cały zadowolony naciskam przycisk Repeat All i czekam na powtórną i zwielokrotnioną porcję tortur. Death Metal z górnej półki.

Ocena: 8,5/10

Tracklist:

1. Observe the Martyr
2. Denying the Scars
3. Haunted
4. Tears of God
5. Sentenced to Believe
6. God of the Pest and Flies
7. Setra Achra
8. I Walk for Eternity
9. Corrupting the Immaculate
10. Enuma Elish
11. Outro
Autor

9666 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *