Mandrake „Innocence Weakness”

Wydawca:  Grau / Greyfall

Jakoś tak się dziwnie złożyło, przyznaję bez bicia, że nie miałam wcześniej przyjemności obcowania z zespołem Mandrake, mimo, że stylistyka w jakiej grają towarzyszy mi od ho ho i jeszcze trochę. No to teraz mam okazję.

I cóż słyszę. Od początku słychać, że idzie to bardziej w stronę Theater Of Tragedy niż Nightwisha- no i cacy, bo naśladowców tego drugiego zdecydowanie wystarczy. Oczywiście nie jest to do końca muzyka taka, jaką tworzył Theater… bo i ich stylu się nie powtórzy, ale naloty ma. Poza tym jestem totalnie zauroczona głosem wokalistki. Wyższe partie Birgit śpiewa głosem czyściutkim, dźwięcznym i spokojnym. Gorzej jest przy wzmocnieniach, bo głos staje się pospolity i całkiem traci urok. W tych momentach staram się skupić na czymś innym.
W płytę wprowadza niesamowicie atmosferycznie brzmiąca gitara. Uwielbiam ten strój. Kojarzy mi się ze ścieżką dźwiękową z „Miasteczka Twin Peaks” a to bardzo pozytywne skojarzenie. Chyba specjalnie dla takich osób jak ja Mandrake umieścił na tym krążku utwór „Innocence” zagrany na dwie gitary. Śliczności. Szkoda, że tak mało tego brzmienia wykorzystali, bo ma ono niezwykły czar. Następnie ujęła mnie piosenka „Serenade to the sea”. A ujęła mnie swoją prostotą. Szybka, prawie wesoła perkusja i gitary wspaniale zagrały z kontrastującym delikatnym, alabastrowym wręcz głosem Birgit. Gdyby jeszcze odjęli trochę talerzy utwór byłby naprawdę przecudny. I na tym kończy się miła część mojego skrobania.
Generalnie całość psują nieco infantylne teksty (ale przecież i tak niewiele osób skupia się na tekstach), niestety nudne linie melodyczne, które spokojnie można by rozbudować i pobawić się muzyką i przede wszystkim gościu chwilami wtryniający się zupełnie niepotrzebnie ze swoim growlem. Nie mogę się też nie doczepić do strasznego bitu perkusji w numerze „Existence”, no typowo weselne bicie. Skręca mnie jak słyszę to umcyk umcyk w połączeniu z tekstem „All that remains mournful melodies”. No gdzie?

Płyta ogólnie jest okropnie ugrzeczniona i powściągliwa. Niby muzyka jest dopracowana i przemyślana, ale cholera jasna coś mi nie gra. Całość jest bardzo wyrównana, tak jakby nie chcieli nikogo wyróżnić, żeby ktoś nie miał w niej większego udziału. Ot takie mam wrażenie. I tyle.

Ocena: 6,5/10

Tracklist:

01. Prelude
02. A Secret To Reveal
03. Save Us From Ourselves
04. A Serenade To The Sea
05. Among The Demons
06. Innocence
07. Autumn Infinity
08. Coma
09. Indignation
10. Existence
11. Silhouette
12. Weakness
Autor

34 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *