Maligner „Demon”

Wydawca: Blood Harvest Records

No kurwa, z takimi kapelami to ja się nie dziwię, że Szwecja cały czas potęgą jest na metalowej scenie. Skoro młode, nieopierzone kapele wypuszczają takie strzały jak uczynił to Maligner

Może nie wszyscy z Was słyszeli o tej grupie, ale nie ma się co dziwić, bo powstała w 2015 roku i póki co na koncie ma tylko demówkę i opisywaną właśnie EPkę. „Demon”, bo tak ją zatytułowali to pięć death/thrash metalowych strzałów inspirowanych starą dobrą szkołą. Po przesłuchaniu tych osiemnastu minut nie mam wątpliwości, że kolesie bardzo dużo słuchali „Seven Churches”, „Scream Bloody Gore”, „The Force” czy „Schizophrenia”. Ale tak naprawdę nazwami można sobie tutaj rzucać swobodnie jak smarkami z nosa, bo „Demon” to pierdolony hołd dla sceny metalowej końca lat osiemdziesiątych. Dzikie, agresywne gitary, które przewiercają Wam czaszkę na wylot oraz wściekły wokal rzucający dookoła bluzgi to główne atuty tego materiału. Daję sobie rękę uciąć, że nie przypadnie on do gustu zwolennikom ładnego i czysto brzmiącego metalu, natomiast maniacy zaczynający dzień od odpalenia „Immortal Force” powinni ten krążek pokochać miłością prawdziwą i dozgonną. A reszta tak naprawdę może się pierdolić.

Tę krótką recenzję pragnę podsumować dosadnie: szukajcie muzyki Maligner i napierdalajcie banią. Dzięki takiej muzyce spuścizna lat osiemdziesiątych nie zostanie zapomniana.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. The Die Is Cast
2. Juggernaut
3. Adrenaline Rush
4. Immortalized
5. Shattered Reality
Autor

10982 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *