Wydawca: Soulseller Records

Dużo wody w Stångån upłynęło od czasu kiedy ostatni raz recenzowałem Maim. Od drugiej płyty wydali zaledwie jedną Epkę a tak to można powiedzieć, że sześć lat siedzieli cicho i czekali chuj wie na co.

Ale co by nie mówić, nareszcie uderzyli – z trzecim krążkiem zatytułowanym „Ornaments of Severity”. A na nim – nie zgadniecie – death metalu po pachy! Oczywiście w swoim szwedzkim stylu, tradycja zobowiązuje. Choć nie można im odmówić, że i poza Ocean też ich wzrok i słuch sięga, bo przebijają mi się tu echa Autopsy. Ogólnie pierwsze na co zwrócicie uwagę to brzmienie, szorstkie, chropowate i piłujące… Tak, piłujące – jakbyście kroili zardzewiałą piłą nogę kolegi, a konkretnie piszczel, w miejscu gdzie najbardziej boli gdy się uderzycie. Mielą, grzmocą, czy ogólniej acz dosadniej – nakurwiają. Pewnie, 293074 takich zespołów możecie wymienić, a ja rzeknę, że „i chuj z tym”, a następnie myśl swą rozwinę – chcąc słuchać rzeczy oryginalnych powinniśmy zostać w roku 1994, bo potem to pewnie 95% zespołów nie wprowadzało niczego nowego. Tutaj chodzi głównie o to, żeby oddać cześć kapelom sprzed ćwierć wieku i dobrze się przy tym bawić – lub jak to się mówi – „tu nie chodzi o ideologię kolego, a o ty by dać komuś w mordę”. Maim daje w mordę raz za razem.

Fajny, naprawdę fajny krążek sprokurowało to szwedzkie kombo. Jeśli do wszystkich potraw dodajecie sobie gruzu to „Ornaments of Severity” będzie idealnym deserem.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Caves of Echoing Madness  
2. Coffin Gloryhole  
3. Aura of Desperation  
4. With Nails and Bolts  
5. The Judas Cradle  
6. Skeletons  
7. Ceremonial Knife  
8. Slaughterhouse  
9. The Gnarling Dead  
10. Crushing the Tomb  
11. Sepulchral Haze