Magnus „Acceptance Of Death”

Wydawca: Witching Hour Productions

Przede wszystkim, zajebiście że wrócili. Bo wielu o nich już zapomniało, a część nawet nie kojarzyło, któż to był Rob Bandit i spółka. Teraz nie ma takiej opcji, bo jak znam życie, „Acceptance Of Death” promocji kulawej miało nie będzie.

Ciężki mam orzech do zgryzienia. Bo wiadomo – Magnus to legenda. Wiadomo, niejeden chciałby popełnić alkoholowe samobójstwo przy ich dźwiękach. A teraz trzeba rozprawić mi się z ich nowym krążkiem. I tu już zaczynają się schody, bo muzycznie ten krążek jest dobry i przypadnie do gustu zarówno tym, którzy z Magnusem dorastali, jak i tym, którzy nie mają a karku tylu wiosen, ale oldskulowy metal to treść ich życia. Ja również do nich należę, jednak nie mogę do końca pokochać tej płyty. Lubię te proste dźwięki, zakotwiczone głęboko dwie dekady wstecz. Jednak żałuję, że – tak mi się przynajmniej wydaje – Magnus wyzuł się z tej rock’n’rollowej motoryki, jaka towarzyszyła im na wcześniejszych dokonaniach. Oczywiście, są takie kawałki jak „Worm” czy „Just Like Life”, ale też odnoszę wrażenie, że czasem ich muzyka jest na siłę zbrutalizowana i sprymityzowana. Gro materiału oczywiście to bardzo przyjemne kaleczenie uszu na starą metalową modłe, której najbliżej do thrash/death metalu. I podkreślam, ten materiał jest naprawdę w porządku, śmierdzi wrocławskimi piwnicami na sto metrów, a bełkotliwy wokal Roba jest jedyny w swoim rodzaju, niemniej jednak cały czas brakuje mi jednego puzzla w tej układance, prostej przecież. Taka „Private Religion”, mimo pewnych odniesień do „Ritual”, zamiast mi się podobać, denerwuje mnie, a to przecież interludium chyba tylko. Poza tym nie mogę łyknąć do końca produkcji tej płyty, bo po prostu nie lubię, gdy wokalista zagłusza instrumentarium, a tak chwilami na „Acceptance Of Death” się dzieje. Zwłaszcza, że czasem ten magnusowy miks death/thrash i black metalu wypada przez to chaotycznie. Ale pamiętajcie, że nie zawsze. Sami widzicie, jak ich bronię, równocześnie ganiąc, a wszystko przez to, że Magnus nagrał dobry krążek, któremu jednak czegoś brak.

Cholera, no surowo podszedłem do kambekowego krążka Magnus, ale może to przez to, że sporo sobie po nim obiecywałem. Spokojnie, kupując „Acceptance Of Death” nie zawiedziecie się, ale ja na przykład mam pewien niedosyt.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. False God
2. Appear
3. Spirits
4. Essence
5. Worm
6. To Understand Death
7. Private Religion
8. Nothing More
9. When You Rest 6 Feet Under
10. They’ll Bury
11. Mournful Song
12. Just Like Life
13. There’s No Use Lamenting

Autor

10967 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • zgadzam się z powyzszym, ale nie do końca. Własnie wczoraj dostałem cd od Pythona i katuję sie tym walcem. Jest wiele nawiązań do ”’I was watching my death” , brzmienie jednak o piekło lepsze, w końcu mineło 20 lat. Nawiązaniem do Ritual jest They’ll Bury, a nie jak napisałeś Private Religion, zreszta autorski wypierd Roba. Zgodzę się, że denerwujacy,, a nie powalający prymitywna jaskinia jak Ritual. Plusy; zadnych nowatorskich, new metalowych zagrywek, z załozenia chłopaki nie robią takich rzeczy, w tym wieku nie wypada 🙂 walec w numerach 4, 6, 8, slayerowa nuta w 9, sporo psychodeli i kakofonii, która nadaje naprawde niebanalnego, śmiertelnego klimatu tej płycie. Plusem jest też digi pack i te fotki…. mnie ciary przeszły po obejrzeniu. Minusy; brak melodii, i takich ”przebojów” jak Hackenkreuz czy większosc numerów z alcoholica, a takze troszke bezmyslnej łupaniny w paru kawałkach. Python to niezły rzemieslnik i mam nadzieje , że na nastepnym albumie wraz z Banditem zrobia parę hitów, ktore mozna będzie podśpiewywać sobie przy piwie, jak chocby Come to me czy Fanatic terrorist. Ogólnie płytę polecam i daję 7/10 co by starych dziadów zmobilizowac 🙂 Python&Bandit, czekamy na nowy wymiot, ale z melodią i przytupem 🙂 Pozdrawiam , THRASH TILL DEATH !!!
    BAZYL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *