Lux Occulta „Kołysanki”

Lux Occulta KołysankiWydawca: Trzecie Ucho

Bardzo trudna przypadła mi tym razem rola. Nawet sobie nie zdawałem sprawy jak skomplikowane będzie wyrażenie opinii o najnowszym dziele Lux Occulta zatytułowanym „Kołysanki”.

Płyta ta wywołała duże kontrowersje, zanim się jeszcze pojawiła, zanim ujawniono pierwsze numery. Bo w zasadzie, czego się spodziewać po nowej płycie zespołu, który zwykł łamać wszelkie bariery i granice. Wystarczy przypomnieć, że na wydanej przez nich w 2001 roku płycie Black Metalowej znalazł się kawałek trip hopowy… Sam sobie zadawałem następujące pytanie wielokrotnie: „Jak to się wszystko będzie prezentować?” Płyta w moim odtwarzaczu gości od ponad miesiąca i dalej, targają mną najróżniejsze emocje. Dodam od razu, że pozytywne emocje. Ja osobiście obstawiałem, że na najnowszym dziele Lux Occulta znajdzie się coś, co zaskoczy wszystkich. I tak też się stało. „Kołysanki” to album, który umyka wszelkim „szufladkom”, ale jedno jest pewne. Metal to nie jest. Podstawa to elektronika i folkowe klimaty a dalej… Mnóstwo różnej muzyki. Jest to dość egzotyczny miszmasz dźwiękowy, który mimo wszystko trzyma się kupy i sprawia przyjemność w słuchaniu. Jeśli postanowiłbym wymieniać pojedynczo wszystkie składowe tej płyty pewnie każdego czytającego po pół godzinie znudziłbym tym tekstem wiec tego nie zrobię. Napisze jedynie kilka moich osobistych opinii. Najbardziej rzuca się na uszy ta niewiarygodna różnorodność dźwięków. Z jednej strony jakiś bit, z innej śpiew staruszki a z jeszcze innej trąbka czy akordeon. No jest tych drobnych smaczków niesamowita ilość. W zasadzie cała ta płyta składa się z takich właśnie „smaczków”. Ale co najdziwniejsze nie przeszkadza mi to. Jedyne, co mnie zastanawia to np. momenty śpiewane po francusku. Niby koncept folkowy płyty jest jasny a tu taki element. Tu chyba delikatnie przekombinowano. Ale mimo tego jednego dziwnego elementu elektroniczko – folkowy szkielet płyty uważam za coś wspaniałego. Nie będę się też silił na wymienianie, że w tym a w tym utworze ten i ten moment są zajebiste a w innym jeszcze inny. Ta płyta to jedność. Tylko jako całość można się w nią wgryźć i tylko, jako całość może być oceniana.

Jak dla mnie Lux Occulta podołała oczekiwaniom. Mimo że znajdują się ludzie, którzy porównują tą płytę do wiadra z cebulą to ciekaw jestem ilu naprawdę ją przesłuchało. Ilu krytyków poświeciło czas, aby choć raz ze skupieniem posłuchać „Kołysanek”?  Lux Occulta zawsze łamała zasady i nie przejmowała się opiniami robiąc swoje. Chwała im za to, bo dzięki temu powstał album bardzo dobry, klimatyczny, pochłaniający. Ja się nie zawiodłem. Dali radę.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Dymy  
2. Samuel wraca do domu  
3. Mieczów siedem  
4. Serca tu mają tylko dzwony  
5. Sen jest lżejszy od powietrza  
6. Karawanem Fiat  
7. Bieluń i chryzantemy  
8. Bądź miłościw
Autor

754 tekstów dla Chaos Vault

1 komentarz

  • Płyta dobra. Niemniej pewnie nie było by tego całego hejtowania jej, gdyby zespół pokusił się o zmianę nazwy. A tak pewien niesmak pozostał. Można łamać granice poruszając ciągle w danym gatunku…ten tutaj twór nie ma nic wspólnego z przeszłością zespołu, nagrany został po wielu latach a jego obrona stwierdzeniem że ‚czego się spodziewać po nowej płycie zespołu, który zwykł łamać wszelkie bariery i granice” słabo do mnie przemawia i myślę że nie tylko do mnie. Nie chodzi mi tu o jakieś podejście w stylu ”bycia prawdziwym”i tym podobne bzdety. Po prostu uważam można by snuć takie teorie gdyby nie 13 lat różnicy między Kołysankami a The Mother and the Enemy i gdyby nie była to tak gigantyczna zmiana muzyki. Oczywiście daleki jestem od by dyktować komuś co i pod jakim szyldem ma robić, ale chyba nie trudno było przewidzieć Jarkowi i kolegom że raczej wielkiego poklasku taką muzyką pod TĄ nazwą nie będzie? A może jednak trudno skoro się na coś takiego zdecydowali… Brednie muzyków pod tytułem ”nagraliśmy tę płytę dla siebie i wali nas opinia innych” są równie poważne co stwierdzenia ”ostatnia płyta jest naszą najlepszą” Zrobili co chcieli, za rok nikt o tej płycie już nie będzie pamiętał poza faktem że jakieś pitolenie na niej było, bardzo fajne i miłe dla ucha ale jednak pitolenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *