Luctus RyšysWydawca: Inferna Profundus Records

Pamiętam, że gdzieś tam miałem kontakt z litewskim Luctus, jednak jakoś nie zainteresował mnie wtedy ten zespół. Ot, taki sobie black metal. Ale jakiś czas temu przyszło do recenzji najnowsze dzieło zespołu, „Ryšys” i okazało się zaskakująco dobrym materiałem.

Dość długa to płyta, bo trwa aż pięćdziesiąt minut, jednak nie odczuwa się tego ani trochę. Co pierwsze rzuca się słuchaczowi, to dobry sound tego krążka. Jest ciężko i podziemnie, ale naprawdę dobrze to brzmi, słychać gruz sypiący się z głośników. Obecnie Luctus poszło bardziej w stronę black/thrash metalu, ale nie mówię tu o pijackim, radosnym nakurwianiu w instrumenty. „Ryšys” uderza bardziej w klimaty znane u Absu – czyli gdzieś ten thrash się przebija, jednak ma on całkiem inny wymiar. Na krążku tym czuć wyraźnie pokłady mroku, jakkolwiek infantylnie to może brzmieć. Wsłuchajcie się jednak w takie numery jak „Jie” a zrozumiecie o co mi chodzi. Kiedy trzeba, gitary świdrują, przewiercając się przez gęstą atmosferę, kiedy indziej chowają się, a na pierwszy plan przechodzi ponury, powolny riff, który można by znaleźć na przykład u takiego Aluk Todolo. Nie mogę odmówić Litwinom wyczucia przy komponowaniu utworów, bo „Ryšys” jawi mi się jak album złożony właśnie z kilku warstw, słuchacz natomiast odkrywa je z każdym kolejnym przesłuchaniem. Takie albumy sobie cenię, gdyż wymagają ode mnie większego skupienia, niż tylko pobieżne przesłuchanie krążka przy ścieraniu kurzów. Szkoda jedynie, że litewski jest dla mnie językiem totalnie obcym, przez to tematyka tekstów Luctus pozostaje dla mnie tajemnicą. Ale i dla samej muzyki warto zapoznać się z tym albumem.

Jak widać, czasem warto sprawdzić, czy dany zespół dalej pozostaje nijakim, czy coś tam na plus się u nich jednak zmieniło. U Luctus zmieniło się bowiem bardzo in plus.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Šmėkla  
2. K.B.M.B.  
3. Kvantinis šuolis  
4. Bedvasiai  
5. Jie  
6. Kažkur kitur  
7. NKRKTHRSS