Lostbone „Ominous”

 

Wydawca: Metal Mundus

Wszyscy na wsi wiedzą, że my tu na Kejosie za takim graniem jak prezentuje Lostbone nie przepadamy, że takiego eufemizmu użyję. Nie mamy oczywiście o tej muzyce bladego pojęcia i jesteśmy rzecz jasna ignorantami, że nie użyję efeuzmiu. I wszystko to się zgadza.

 

Tylko, że akurat Lostbone już po raz trzeci na kejosie – jak mnie pamięć nie myli – udowadnia tę starą prostą prawdę, „że jak się grać potrafi, a do tego ma pomysły, to i obronić się można przed watahą takich pseudo znawców jak my. Można by nazwać „Ominous” metalcorem, deathcorem, lejemy_na_groby_waszych_matek_corem, ale jest to tutaj zupełnie bez sensu. Jakby się uparł to by nawet wymienił tak ze dwa zespoły – obecnie popularne – które tu słychać. Tylko po co. Istotne tak naprawdę jest to co Lostbone zaprezentował na „Ominous”. Dodatkowo fakt, że  jest to ICH muzyka, co zresztą słychać. Świadomość muzyczna – to przede wszystkim przebija z tego krążka. Drugim istotnym elementem o którym warto wspomnieć,  to mięsiste riffy, które przeplatają się ze sporą dawką melodii, ale takiej od której nie kurczą się jądra. Problem – przynajmniej dla mnie – nadchodzi w momencie kiedy z tej ciężkiej scieżki zespół schodzi i prezentuje mi potworka, którego nie jestem w stanie przeskoczyć (numer 10) z masakrycznym wokalem, który próbuje śpiewać. Generalnie płytę z jednej strony należy pochwalić za brzmienie – wszystko na swoim miejscu. Z drugiej jednak strony między innymi to dopieszczenie powoduje, że dla mnie ta płyta jest trochę bez historii. Posłucham, potupam, pozapominam. Nie zmienia to jednak faktu, że pojedyncze strzały są naprawdę mocne (numer 2 i 9). Ten ostatni – chociaż obstawiam, że nie było to zamiarem Lostbone) moim zdaniem najlepszy na płycie. I to wcale nie dlatego, że jest krótki. Panowie dokoptowali sobie gości, między innymi Roberta z Carnal i wokalistę naszego kejosowego „ulubieńca” – The Six Pounder (cóż zrobić). To tak gwoli wiadomości, ścisłości.

 

Natomiast powiem tak, zanim posłuchałem „Ominous” miałem okazję widzieć koncert Lostbone w Rzeszowie, całkiem niedawno, nawet gdzieś relacja jest. I gdyby to zaangażowanie i moc z lajfu przenieść na płytę była by 9/10 na dychę. A tak jest mniej.

Ocena: 7.5/10

Tracklist

01. Destroy what destroys you
02. Beware
03. An eye for an eye
04. Choose or be chosen
05. Temptations
06. Sanity insane
07. Only The Strong survive
08. Undefined numbers
09. Te Odio
10. Bleed The Scars
11. Eclipse
12. Under on Hate

 

Autor

3523 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *