Lost Soul „Immerse in Infinity”

Wydawca: Witching Hour Productions

Immerse In Infinity” to czwarty album jednej z najbardziej wartościowych polskich grup death metalowych. Grubo zacząłem, co? I bardzo dobrze, bo takie jest moje zdanie już od „Übermensch” i zmienić go jak dotąd nie zamierzałem.

Immerse In Infinity” poszło mi pod tym względem na rękę, utwierdzając w przekonaniu, iż Wrocławianie to nazwa naprawdę się licząca. Nowy krążek różni się od poprzedniego „Chaostream” dość znacznie. Może zacznę od rzeczy trywialnych, ale co tam – nowe logo mi się nie podoba ani trochę. Muzycznie zaś jak? Również i tutaj zaszły zmiany. Słuchając poprzedniczki, miałem wrażenie obcowania ze zbitym w całość, masywnym materiałem. Najnowsza propozycja Lost Soul natomiast stwarza wrażenie bardzo przestrzennej, ale równocześnie wcale nie ujmuje jej to na sile uderzenia. W tym temacie bliżej jej moim zdaniem do „Übermensch”. O czym zresztą można się przekonać po huraganowym numerze pierwszym (oczywiście gdy już przeleci niepotrzebne intro). Świdrujące uszy riffy, perkusja młócąca z taką częstotliwością, że zmienia się skład chemiczny głośników, a przede wszystkim… finezja. Tak, tak, jakkolwiek to określenie może dziwnie pasować do było nie było metalu śmierci – Lost Soul gra naprawdę finezyjnie, co objawia się między innymi w solówkach i innych gitarowych rozwiązaniach. Niemało tu nagłych zwolnień, przystopowań, przejść i im podobnych zabiegów. Ale mamy i bardziej rytmiczne numery jak zabójcza trójeczka – „…If The Dead Can Speak”. To co wyprawia tu perkusista zasługuje na najwyższą pochwałę. Zresztą i solo na końcu rozpierdala. A to tylko pięć minut – najkrótszy numer na płycie. I to jest właśnie moje „ale” – pomimo, że muza na „Immerse In Infinity” jest przednia, to niemal godzinny materiał trwa o ten kwadrans za długo. Z drugiej strony, nie potrafię wskazać, które fragmenty są zbyteczne (może oprócz tych wszystkich introsów), bo pomimo wspomnianej różnorodności patentów zastosowanych na czwartym krążku Wrocławian, „Immerse In Infinity” jest płytą spójną. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że w tym całym kunsztownym wykonaniu gubi się trochę jakby istota death metalowego pierdolnięcia, a tego nie pamiętam w przypadku wcześniejszych produkcji grupy. Co bynajmniej nie zmienia faktu, że ekipa Jacka Greckiego wciąż jest bardzo ważnym graczem na scenie death metalowej.

Postawmy sprawę tak: Lost Soul nagrał płytę bardzo dobrą, jednakże szczerze mówiąc dosyć trudną. Bezapelacyjnie, jedną z lepszych płyt 2009 roku. Ale są w dyskografii tego zespołu płyty, które bardziej mi się podobają.

Ocena: 8,25/10

Tracklist:

1. Revival
2. Personal Universe
3. …if the Dead Can Speak
4. 216
5. One Step Too Far
6. Breath of Nibiru
7. Divine Project
8. Simulation
Autor

10868 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *