Wydawca: I, Voidhanger Records

Normalnie kapele, które w Metal Archives mają wpisane experimental/progressive metal to odstraszają mnie na dzień dobry i gdyby mi przyszło coś takiego zrecenzować to cisnąłbym krążkiem w chuj i nawet nie mrugnął.

Dlaczego więc tak nie zrobiłem? Bo Locust Leaves ukazało się pod skrzydłami I, Voidhanger Records, a ja mam raczej zaufanie do tej wytwórni. Z tym większym zaciekawieniem włączyłem „A Subtler Kind of Light”. I proszę ja Was, co tu dostajemy to na pewno nie jest jakiś experimental/progressive metal dla pryszczatych licealistów. Eksperymentują tu faktycznie sporo – zaczyna się od „Light”, numeru w którym mieszają się wpływy black metalu, lekko-therionowskich orkiestracji, a do tego śpiewy czystym i mocnym głosem, który chwilami zalatuje mi faktycznie progresywnym heavy metalem i wyjcami z tego gatunku, szczęśliwie tylko w kilku miejscach. Podobnie rzecz ma się w drugim numerze, „Pillar” – wzniosłe zaśpiewy, które cały czas kojarzą mi się z jednym zespołem, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć z jakim… Natomiast w trzecim utworze – spora zmiana, bo całe „Fall” brzmi jak doom/death metal a’la My Dying Bride i przyznam, że chyba to najlepsze momenty na „A Subtler Kind of Light”. Ale ogólnie na Locust Leaves dzieje się wiele i wymieniać wpływy to syzyfowa praca, bo duet z Grecji kombinuje ile wlezie – szczęśliwie dla nich robią to z głową i bardziej otwarte umysły pewnie z ciekawością rzucą na nich uchem. Całość trwa trzydzieści pięć minut, ale jest podzielone na cztery kawałki, więc sami widzicie, że jest tu gdzie upychać swoje pomysły. Prawdopodobnie wiele osób zarzuci też Locust Leaves zbytnie przekombinowanie, upchanie zbyt wielu inspiracji i zrobienie z tej płyty wielogatunkowego tygla – i oni też w jakimś sensie będą mieć rację. „A Subtler Kind Of Light” to zaiste tygiel różnorakich wpływów, a kwestią subiektywną jest czy się on komuś spodoba czy nie.

Ja nie mówię tym dźwiękom nie. Przeciwnie – myślę, że fajnie mieszają i przy odrobinie szczęscia jeszcze mogą wydać sporo ciekawych dźwięków. Odważni niechaj sprawdzą, zaś metalowi amisze – oni niech raczej zostaną przy debiucie Bathory.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Light (Fos)
2. Pillar (Vraxos)
3. Fall (Ptosi)
4. Flight (Ptisi)