Lion’s Share „Emotional Coma”

Wydawca: AFM Records

Oj, nie spieszyło się zespołowi Lion’s Share z wydaniem nowego albumu, nie spieszyło. Na następcę „Entrance” przyszło nam czekać aż 6 lat. Od tego czasu sporo się działo na świecie: atak na WTC, nowy papa w Watykanie, rozszerzenie Unii Europejskiej, viagra, Ameryka obaliła Husajna, a ja kupiłem sobie nowe glany. No ale w końcu na świat wyszła nowa płyta Szwedów – „Emotional Coma”.

Jeśli sugerujecie się tytułem krążka i myślicie, że Lion’s Share to jakieś emo – smutasy, to się mylicie. Szwedzi grają klasyczną odmianę heavy metalu, zakorzenioną w muzyce lat 80. – NWOBHM, czy kapelach typu Accept lub Judas Priest. I wychodzi im to nieźle. Przyznam się, że „Emotional Coma” jest ich pierwszym albumem, który słyszę w całości, bo wcześniej znałem jakieś pojedyncze kawałki z różnych kompilacji i wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Prosty i szczery przekaz ich heavy metalu pasuje mi jak ulał. Osnową Emocjonalnej Śpiączki są ostre riffy, żadnego tam pitolenia na jakichś klawiszach, wyjętych żywcem z wiejskiego festynu. Melodyjne, ale i zadziorne zarazem gitary w szybkich tempach świetnie współgrają z rytmiczną perkusją i przywodzą na myśl czasy, gdy serca fanów podbijały takie krążki jak „Heaven And Hell” czy „Holy Diver”. Nieprzypadkowo wymieniam tu płyty, na których wokalnie udzielał się Ronnie James Dio, bowiem barwa głosu gardłowego Lion’s Share– Patrika Johanssona jest bardzo zbliżona do tego małego giganta, chwilami zaś przywodzi również na myśl innego wspaniałego śpiewaka – Tony’ego Martina. Krótko mówiąc – bardzo dobry poziom. A same kompozycje? Szybkie, harde, że wspomnę w tym miejscu bardzo judasowy „Clons Of Fate”, a także trochę mniej agresywne, jak „Hatred’s My Fuel”, z chórkami refrenach, ale bez żadnych patetycznych, autoerotycznych, uniesień na temat, jakim to wspaniałym falsetem potrafimy piać. Nie, muzę sztokholmskich metalowców i im podobnym określa się czasami mianem tradycyjnego (bądź klasycznego) heavy i tego się trzymajmy. Wypada mi wspomnieć jeszcze o gościach, jacy znaleźli się na „Emotional Coma”. A jest ich dwóch. Pierwszy to znany z Megadeth Glen Drover, który udzielił się w utworze tytułowym. Drugi zaś to Bruce Kulick z Kiss. Nie odcisnęli oni jednak na tej płycie jakiegoś wybitnego piętna, w sensie, że fragmenty te miałyby błyszczeć bardziej niż inne. Aha – na deser dostajemy cover zapomnianej już trochę grupy Angelwitch. A że piosenka dobra to i wersja Lion’s Share nie gorsza. Tylko okładka jakaś taka nijaka. Ja przynajmniej nie widzę żadnego związku między nią a tytułem płyty lub samą muzyką. Ale to już, rzekłbym, szczegół.

Suma summarum, Lion’s Share nagrał dobry album, z taką muzyką, jakiej lubię od czasu do czasu posłuchać. Tak bowiem powinien wyglądać porządny heavy metalowy album. Zastępy power metalowych kapel mogą śmiało pobierać u chłopaków lekcje.


Ocena: 8,5/10

Tracklist:

1. Cult of Denial
2. The Arsonist
3. Emotional Coma (feat. Glen Drover)
4. Clones of Fate
5. The Edge of the Razor (feat. Bruce Kulick)
6. Toxication Rave
7. Trafficking
8. Bloodstained Soil
9. Soultaker
10. Hatred’s My Fuel
11. Sorcerers (Angel Witch cover)
Autor

12174 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *