Wydawca: Iron Bonehead Productions

Debiutancka EPka tej kapeli poraziła mnie niczym grom z jasnego nieba. Od tego czasu śledziłem wszystkie newsy od Iron Bonehead Productions w oczekiwaniu na jakąkolwiek wzmiankę o pełnowymiarowym debiucie.

I jest. Zatytułowali (a właściwie zatytułował, bo Light of the Morning Star to jednoosobowy projekt) ją „Nocta” i rzeczywiście – to jest krążek idealny na nocne maratony. Jeśli nie kojarzycie wcześniejszej recenzji to pewnie będziecie zaskoczeni, bo Light of the Morning Star gra… gothic rocka? No tak można by to zaszufladkować. Ale nie tylko, trochę tu death/rocka, chwilami sporo zimnej fali („Serpent Lanterns”), doom metalowych… Ja absolutnie nie przepadam za takim graniem, jakim para się Brytyjczyk, ale „Nocta” w niczym nie ustępuje wcześniejszej Epce i działa na mnie w jakiś dziwny sposób – czuję się po prostu tymi smutnymi, mrocznymi dźwiękami oczarowany. Zwłaszcza, że wszystko brzmi tutaj doskonale – ciemny, ponury, ale czysty wokal, dobre gitary, nieśmiały, ale rzucający się chwilami w ucho przyjemny klawisz i majaczący w tle bas. Klamrą spinającą wszystko jest ponura atmosfera, zimna i smutna. Przeszywa słuchacza na wylot, jakby ubrał mokre ciuchy i wyszedł w noc posiedzieć na cmentarzu w księżycową noc. Wiem, dziwne porównanie, ale tak na mnie ta „Nocta” działa. Wszystko mi się tu zgadza, wszystko. Poza tym, że zgadzać nie powinno mi się nic, hehe… Taka to właśnie sztuka jest przewrotna i za to kocham tę muzykę.

Dla mnie ten album nie ma słabego momentu. Pewnie nie wszyscy będą podzielać mój entuzjazm, ale z drugiej strony – wiem, że kilka osób z bardzo wyrobionym gustem doceniło Light of the Morning Star tak samo jak ja. Wszystkim Wam polecam ze wszech miar, choćby po to, żeby odpocząć od sieczki przy smutnej muzyce najwyższej klasy.

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Nocta  
2. Coffinwood  
3. Serpent Lanterns  
4. Grey Carriages  
5. Crescentlight  
6. Oleander Halo  
7. Ophidian  
8. Lord of All Graves  
9. Five Point Star