Liberteer „Better to Die on Your Feet than Live on Your Knees”

Wydawca: Relapse Records

Nazwa, jak i tytuł płyty (który zresztą po naszej części globu jest znany raczej w formie „Prefiero morir de pie que vivir siempre arrodillado”) mówią w zasadzie wszystko w kwestii lirycznej tego krążka. Mimo swojego rewolucyjnego – modnego ostatnio – tonu bez wątpienia dla  Oburzonych, którzy protestują przeciwko kapitalistom, a potem poprzez kupowane u nich ajpody i inne gówna chwalą się tym na społecznościówkach, będzie za radykalna.

Mam ja swoje zdanie na temat rewolucji i rewolucjonistów, ale nie czas i miejsce.  Warstwa liryczna jest  tutaj niezmiernie ważna, bo wykrzykuje sprzeciw przeciw temu i tym, którzy teraz rządzą światem, przynajmniej według mniemania Widenera odpowiedzialnego za ten projekt. A muzycznie? A muzycznie ta płyta rozpierdala. Utrzymana w grindowych tempach z dużą dozą melodii (albom głuchy, albo jeden motyw powtarza się w różnych odsłonach przez kilka utworów). W zasadzie cała płyta to jeden protest song, który podzielono na mniejsze kawałki. Tempo jest iście diabelne, dlatego też abyście nie zmęczyli się za szybko, to Widener poprzetykał napierdalanki motywami, które z jednej strony kojarzą się z rewolucyjnymi tonami ( tak powiedzmy z wojną domową w Hiszpanii, jaki i wąsatymi kompanami Pancho Villi i Zapaty), a z drugiej z motywami filmowymi – tak powiedzmy z lat 80 i niekoniecznie klasy „A”. Zdaje sobie sprawę, że to dość dziwne skojarzenie, ale tak to właśnie brzmi. Reasumując: 27 minut ostrej dźwiękowej kanonady ze świetną perkusja, gitarą którą charakteryzują „urywane” riffy i dość slapstickowymi samplami, które jednak świetnie się tutaj pasują. Generalnie rzecz biorąc, jestem pod dużym wrażeniem muzyki, jak i pracy jaką musiał wykonać Widener, bo z tego co zrozumiałem jest on tutaj odpowiedzialny za wszystko.

Nie jestem jakimś specjalnym zwolennikiem grindcore i dużo bardziej pasuje mi jajcarskie podejście do tematu (vide  wałki Excrementory Grindfuckers), niż polityczne zaangażowanie, ale muzycznie rzecz biorąc ta płyta rozdaje.  

Ocena: 9/10

Tracklist:

01. The Falconer Cannot Hear the Falcon
02. Build No System
03. Without Blazon (Is the Flag I Hold Up and Do Not Wag)
04. We are Not Afraid of Ruins
05. Class War Never Meant More than It Does Now
06. Rise Like Lions After Slumber
07. That Which is Not Given But Taken
08. Better to Die on Your Feet than Live on Your Knees
09. Usurious Epitaph
10. Revolution’s Wick Burning Quick
11. 99 to 1
12. Sweat for Blood
13. Barbarians at the Gate
14. When We Can’t Dream Any Longer
15. It is the Secret Curse of Power That it Corrupts
16. I am Spartacus
17. Feast of Industry

Autor

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *