Wydawca: Dark Descent Records

Nazwa Lantern obiła mi się o uszy przy okazji debiutu, który recenzował Redaktor Oracle. Zachwycał się on „Below”, więc mam ważnie, że promówka nowej płyty nie trafiła do właściwej osoby.

Drugi długograj Finów zatytułowany „II: Morphosis” mnie nie zachwycił i już spieszę wyjaśniać czemu. Spodziewałem się, po pierwsze, czegoś ciekawszego. Black/death metal w wykonaniu tej załogi powinien brzmieć dużo bardziej agresywnie, wściekle i dziko. Na „Below” tak było, tu ta stylówka gdzieś umyka. Nie wiem, gdzie się podziało to „coś”, ale płyta mnie zwyczajnie nudzi. Nie chłoszcze mnie, tak jak zwykł to robić profesjonalnie odegrany black/death, a jedynie łechce lub delikatnie smyra, miejscami tylko wbijając głębiej paznokcie. Napisanie o tej płycie, że jest słaba, również jest nietrafione. Po prostu nie wchodzą mi te dźwięki. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na plusy. Po pierwsze okładka. Zajebisty obrazek, bardzo lubię takie dzieła. Szczególnie przypadło mi do gustu fakt, że front tej płyty wygląda jak rysowany ołówkiem. Druga rzecz, która mi się na tej płycie podoba… Zresztą nie tylko na tej, to wokal. Brudny, pijacki, chamski. Plujący jadem i żółcią. Zajebiście mi leży taki styl. Nie zmienia to jednak faktu, że przy tym materiale ziewam znacznie za często. „II: Morphosis” nie zostawia śladów w mózgu nawet po dziesiątym przesłuchaniu.

Jak ktoś chce jednak sprawdzić, to powinien to zrobić. Mnie jednak te dźwięki nie przekonują do zakupu fizycznego formatu. Płyta by się kurzyła, a brałbym ją do ręki raz na rok, żeby sobie popatrzeć na obrazek – bez sensu.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. Black Miasma  
2. Sleeper of Hypnagog  
3. Hosting Yellow Fungi  
4. Cleansing of the Air  
5. Necrotic Epiphanies  
6. Transmigration  
7. Virgin Damnation  
8. Morphosis  
9. Lucid Endlessness