Kroda „Cry To Me, River…”

Wydawca: Hammermark Art Żeby dzień lepiej się zaczął, postanowiłem sobie włączyć jakąś płytkę ze stosiku oczekującego na recenzje, z nadzieją, że będzie na tyle dobra i usposobi mnie pozytywnie do świata. Świat ma dziś szczęście – płyta jest dobra. Dostałem niedawno pokaźną przesyłkę z Hammermark Art (thanx guys!), aż nawet Ef, który jak wiadomo się nie uśmiecha, wziął się i uśmiechnął. Wśród płyt był debiutancki album ukraińskiej Kroda „Cry To Me, River…”. Spieszę nadmienić, iż oryginalnie ukazał się on cztery lata temu, a teraz został wznowiony w formie digi pack z dodatkowym kawałkiem. Kroda to zespół pagan folk black metalowy, tworzony przez Eisenslava i Viterzgira. I fajno. Zwłaszcza, że chłopaki mają coś do powiedzenia. Na pewno muzycznie. I pewnie też tekstowo, bo liryki są w języku ukraińskim, ale mamy w booklecie i tłumaczenia. Ale wracając do kwestii muzycznej – muzyka Kroda to pagan black, jak już rzekłem, w którym miałem do czynienia z udanym połączeniem agresji i melodii. Chwilami jest trochę bardziej wzniośle, za sprawą między innymi fletu (czy jakiejś innej fujarki), która odgrywa w utworach Kroda bardzo ważną rolę. No ale, jako że Kroda to jednak metalowy band, to jak na takowy przystało, jest miejscami brutalnie i z olbrzymią niszczycielską pasją. Taki „Where the Peace And Calm Were Immortalized” zaczyna się na przykład ciekawym klawiszowym wstępem, a po chwili pokazuje nam kły iście czarnej muzyki. Jest przy tym świetnie skomponowany i w mojej skromnej opinii najlepszy na całym debiucie. Przy czym inne kawałki wcale nie są gorsze, bo „Cry To Me, River…” jest raczej równą płytą, ponadto dobrze wyprodukowaną (bo mimo, że to wznowienie to nigdzie nie widzę notki, że jest to jakiś remaster), czyli na szczęście minęły już czasy, kiedy to pogański metal musiał brzmieć jak nagrany w dzikiej kniei, z dala od współczesnych studiów nagraniowych. No, może trochę odstaje od reszty bonusowy „Thunderstorm”. Ale jako, że to właśnie bonus, to może przełkniemy tą pigułkę.

O debiucie Kroda złego słowa nie powiem, bo wszystko jest na swoim miejscu. Zwolennicy tego konkretnego nurtu mogą być żywotnie zainteresowani „Cry To Me, River…”. Zwłaszcza, jeśli jeszcze tej płyty w swoich zbiorach nie mają, to właśnie owa reedycja jest dobrą okazją, by zmienić swój stan posiadania.

Tracklist: 1. Kroda 2. Endless Path of Legends 3. Where the Peace And Calm Were Immortalized 4. Hoarfrost of Blood 5. Native Land 6. Gnarled Cudgels of Thunder 7. Cry to Me, River… (Betrayal of Knjaz Volodymir) 8. Apocalypse (Hypocrisy cover)

Autor

12012 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *