Kragens „Infight”

Wydawca: Locomotive Records

Bonjour! Dziś na tapetę bierzemy sobie trzeci album kwintetu z Francji, o którym w życiu nie słyszałem, aż do czasu, kiedy dostałem ich płytę, czyli jak widać obok, chodzi mi o zespół Kragens. No to entrẻe mamy za sobą.

Nie jest tak, że tę recenzję piszę po pierwszym przesłuchaniu płytki. Nie – za recenzję „Infight” zabierałem się już parokrotnie. Najpierw przesłuchałem album, lecz bez sprawdzania kto zacz. Potem stwierdziłem, że pasuje zaglądnąć do Encyclopaedia Metallum, co to za kolesie. Ok., zerknąłem, ale wcale nie czuję się mądrzejszy. Po co to całe pierdolenie kotka za pomocą młotka? Ano bo nie wiem zupełnie, co napisać o Francuzach. Zacznę może tak: Kragens gra sobie heavy/thrash metal. Już lepiej? Trochę, ale pamiętajmy, że różne są odcienie szarości – od czerni do białości. A ten heavy/thrash uderza w bardziej nowoczesne rejony, miast tych staromodnych. Dla jasności – „Infight” kojarzy mi się najbardziej z tym, co swego czasu zaproponowało nam rodzime Turbo na albumie „Awatar”, czyli ciężkie energiczne riffy, sporą rytmikę, zwolnienia dające czas na wytchnienie. To są elementy zaczerpnięte z thrash metalu, których jeszcze słucha się bez większego problemu. Gorzej jest w momentach, gdy chłopakom zbiera się na granie heavy metalu. A że ma to zazwyczaj miejsce w refrenach, to chyba sami rozumiecie…Dostajemy wtedy średnią kopię Judas Priest albo ich najlepszych spadkobierców – Primal Fear (na co wpływa również barwa głosu wokalisty, zbliżona do Scheepersa), która po prostu mnie drażni. Te heavy wtrącenia brzmią bardzo sztucznie, jakby robione na siłę. Posłuchajcie „Deaf And Blind” czy „Angels Among Monsters”, a zrozumiecie. O dziwo, zawarta na płycie ballada „The Halling Man” wyszła chłopakom całkiem zgrabnie. To jest chyba w ogóle problem Kragens – nie za bardzo potrafią wyważyć poszczególne proporcje, gdyż niestety tych kiepskich, tandetnych wręcz melodii i patentów jest o wiele za dużo. Do tego płyta jest dość długa. Albo inaczej – mi się dłuży, np. bo słucham jej, słucham i słucham i patrzę, a to dopiero piąty numer, czyli półmetek. A to niedobrze.

Odnośnie całości krążka to moje odczucia są mieszane. Thrashowe patenty, w których sam Kragens czuje się chyba lepiej, są ok., ale przy lżejszym graniu, z tym patetycznym wokalem, powodują, że trafia mnie szlag. Sumując, wychodzi na to, że „Infight” jest płytą średnią, jakich ostatnimi czasy jest multum. Ale cóż począć… c’est la vie.

Ocena: 6,5/10

Tracklist:

1. Deaf And Blind
2. Lake Of Fire
3. Angels Among Monsters
4. Tyranny Of God
5. Ten Treasons We Fight
6. The Falling Man
7. Only The Weak Survive
8. Mask Of The Damned
9. Metalize
Autor

10101 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *